Maciej Juzaszek

Czy powinniśmy naprawiać mózgi przestępcom?

Tom 2 (2016), Artykuł 21 Brak komentarzy

Na początku 2014 roku Mariusz Trynkiewicz zakończył odbywanie kary 25 lat pozbawienia wolności za zabójstwo czterech chłopców dokonane na tle seksualnym. Niecały miesiąc później, na podstawie uchwalonej naprędce tzw. „ustawy o bestiach”, sąd stwierdził bardzo wysokie prawdopodobieństwo powtórnego popełnienia przez Trynkiewicza ciężkiego przestępstwa z użyciem przemocy, przeciwko życiu, zdrowiu lub wolności seksualnej i umieścił go w specjalnie utworzonym zamkniętym ośrodku w Gostyninie. W swojej opinii biegli stwierdzili, że „opiniowany nie uzyskał wglądu w swoje problemy osobowościowe, pozostaje bezkrytyczny w ocenie swoich możliwości przystosowawczych. (…) Przedstawił się jako osoba pozbawiona empatii, prezentująca wyuczone wzorce zachowań jedynie w celu uzyskania korzyści”. Potencjalnie Mariusz Trynkiewicz może pozostać w ośrodku aż do śmierci, chyba że sąd w przyszłości zdecyduje, że nie jest już aż tak niebezpieczny.

Wyobraźmy sobie jednak, że mamy techniczne możliwości bezpośredniej ingerencji w działanie mózgu Mariusza Trynkiewicza czy innych przestępców. Możemy „poprawić” ich zdolności rozumowania moralnego, zwiększyć empatię czy strach przed karą. Możemy wpoić im „społecznie akceptowane” wartości, tak by uznawali je za własne, lub wywołać u nich wyrzuty sumienia. Możemy sprawić, że długotrwała izolacja w więzieniu lub w ośrodku takim jak ten w Gostyninie nie będzie już ostateczną „bronią” społeczeństwa przeciwko niebezpiecznym, odpornym na resocjalizację osobnikom. Gdybyśmy mieli takie możliwości, to czy wolno by nam było z nich skorzystać?

Warto pamiętać, że bezpośrednie ingerencje w działanie mózgu człowieka zdarzają się już także poza literaturą science-fiction. Przede wszystkim, należy je kojarzyć nie tylko z zabiegami chirurgicznymi związanymi z otwarciem czaszki, ale także z podawaniem środków psychofarmakologicznych. Już teraz trwają prace nad nowymi terapiami zaburzeń psychicznych silnie skorelowanych z zachowaniami przestępczymi; wykorzystaniem antydepresantów w obniżaniu poziomu agresji i wybuchowości; zwiększaniem zdolności empatii oraz kontroli nad własnym zachowaniem; obniżaniem patologicznego popędu seksualnego czy wreszcie „ulepszaniem” zdolności rozumowania. Możemy się spodziewać, że dynamiczny rozwój nauk o mózgu, psychologii oraz farmakologii pozwoli w niedługim czasie na wykorzystywanie tych, a także innych, nieznanych jeszcze technik nie tylko w celach medycznych, ale także resocjalizacyjnych czy prewencyjnych.

Możliwości takie rodzą wiele dylematów – natury prawnej, ale również etycznej i politycznej. Dlatego właśnie wymagają refleksji już teraz, także po to, by móc skupić się na rozwoju najbardziej obiecujących technologii. Czy zatem mielibyśmy moralne prawo dokonywać bezpośrednich ingerencji w mózg przestępców? Czy państwo powinno uzyskać możliwości ingerencji w mózgi obywateli? A jeśli tak – to w jakich przypadkach i na jakich warunkach? Czy konieczna byłaby zgoda samego przestępcy?

Każdy kto oglądał Mechaniczną pomarańczę Stanleya Kubricka przyzna zapewne, że największa obawa, jaka wiąże się z bezpośrednimi ingerencjami w działanie mózgu, wynika z groźby ingerencji w wolną wolę człowieka. Świadomość, że posiadamy wolną wolę, niezależnie od tego czy rzeczywiście tak jest, stanowi podstawę odpowiedzialności karnej, a według wielu filozofów także moralnej. Co więcej, dla wielu ludzi właśnie wolna wola jest fundamentalnym wyznacznikiem człowieczeństwa, korzystanie zaś z niej – wyrazem wolności jednostki. Czy zatem zewnętrzna ingerencja w nasz sposób myślenia pozbawiłaby przestępców wolnej woli, a co za tym idzie istoty człowieczeństwa?

Brytyjska filozof Elizabeth Shaw uzależnia odpowiedź na to pytanie od rodzaju dokonywanych interwencji. Te z nich, które zwiększają zdolności i możliwości osoby im poddawanej, ale nie narzucają jej niczego, wydają się raczej zwiększać sferę wolności woli, a nie ją ograniczać. Jeśli zatem zwiększymy zdolności intelektualne danej osoby czy „ulepszymy” jej zdolność do samokontroli, damy jej jedynie dodatkowe narzędzia do lepszej oceny sytuacji, ostateczna zaś decyzja wciąż pozostanie w jej gestii. Wolność woli wydają się jednak ograniczać ingerencje mające na celu zmianę poglądów czy wartości wyznawanych przez daną osobę. Według Shaw, interwencje takie uprzedmiotowiałyby przestępców, którzy byliby traktowani jak stworzenia niezdolne do dialogu, nauki czy namysłu. Czy jednak zwiększenie zdolności empatii jest interwencją zwiększającą zdolności czy narzucającą wartości? Osoba empatyczna na pewno będzie miała zdolność lepszego rozumienia odczuć innych, z drugiej jednak strony wpłynie to zapewne na jej własne wartości i odczucia.

Co więcej, może zdarzyć się tak, że to społeczeństwo, narzucające pewne normy, myli się co do ich trafności. Być może to skazani za niektóre przestępstwa (np. bigamię czy pomoc w samobójstwie) mają rację i w przyszłości będą mieli okazję, by przekonać resztę społeczeństwa do swoich argumentów. Sytuacje takie zdarzały się już przecież wielokrotnie, by wspomnieć chociażby o dekryminalizacji homoseksualizmu w Wielkiej Brytanii w II połowie XX wieku. Jeśli jednak państwo będzie mogło korzystać z narzędzi pozwalających zmieniać poglądy i wartości jednostek na takie, które społeczeństwo aktualnie uznaje za słuszne, może się okazać, że do poglądów odbiegających od dominujących nie będzie miał kto przekonywać. Większość zdominuje mniejszość i przymusi ją do wyznawania aktualnie akceptowanych poglądów, co wydaje się niezwykle niepożądaną sytuacją.

Pojawia się również problem, czy bezpośrednich ingerencji wolno by nam było dokonywać bez zgody przestępcy. Filozof z Oxfordu, Thomas Douglas, argumentuje, że tak. Istotą karania jest przecież ograniczenie wolności skazanego. Często jest ono bardzo drastyczne, jak w przypadku osób osadzonych w więzieniach. Ponadto, osoby podejrzane, oskarżone czy skazane poddaje się wielu zabiegom, które naruszają ich autonomię czy nietykalność cielesną, np. pobiera się ich DNA. Współcześnie uważa się jednak dosyć powszechnie, że autonomiczna zgoda jest konieczna dla poddania kogoś pośredniej ingerencji w jego umysł, np. terapii psychologicznej, a więc tym bardziej powinniśmy wymagać takiej zgody na bezpośrednią ingerencję w działanie mózgu. Czy jednak w praktyce warunek zgody rzeczywiście działa? Często osobę stojącą przed sądem stawia się przed wyborem: albo więzienie, albo terapia. Z jednej strony możemy twierdzić, że ma ona wolny wybór, popełniła przestępstwo i jeśli nie chce sobie pomóc, powinna ponieść karę. Z drugiej jednak strony zapewne wszyscy pamiętamy sprawę Alana Turinga, genialnego matematyka, którego w 1952 oskarżono o homoseksualizm i postawiono przed takim właśnie wyborem: albo wybierze więzienie, albo „terapię” polegającą na chemicznej kastracji. Wybrał to drugie rozwiązanie, lecz poniósł tak ciężkie koszty swej decyzji, że dwa lata później odebrał sobie życie.

Powróćmy zatem do pytania z początku – czy w celu rehabilitacji czy prewencji wolno by nam było poddać przestępów bezpośrednim ingerencjom w działanie ich mózgu? Odpowiedź nie jest, niestety, jednoznaczna. Z jednej strony niedopuszczalne wydają się drastyczne interwencje, zmieniające system wartości skazanego, pozbawiające go wolnej woli czy też ograniczające ją. Prowadziłyby one bowiem do uprzedmiotowienia przestępcy i odebrania mu możliwości wyboru. Parafrazując myśl Gilberta Keitha Chestertona, jeśli człowiek ma prawo do wyboru swojego postępowania, ma również prawo wybrać drogę przestępstwa (zgadzając się, oczywiście, na poniesienie konsekwencji swojego wyboru). Z drugiej jednak strony, przy poważnych przestępstwach godzących w najistotniejsze dla nas dobra moralne i prawne możliwość pewnych pomniejszych ingerencji w mózg przestępcy wydaje się dopuszczalna. Moglibyśmy zatem rozwinąć u takiej osoby zdolności kognitywne, empatię, szacunek do norm, co nie sprawiłoby jednak, że stałaby się inną osobą czy zaprogramowaną przez nas marionetką. Zdobyłaby jedynie lepsze narzędzia do namysłu nad tym, czy jej postępowanie jest dobre, czy złe, to zaś, czy z nich skorzysta, zależałoby wyłącznie od niej. Oczywiście, wszelkie takie interwencje byłyby przeprowadzane za zgodą sądu, który mógłby pod pewnymi warunkami przymusić skazanego do poddania się zabiegowi.

Literatura

T. Douglas, Criminal Rehabilitation Through Medical Intervention: Moral Liability and the Right to Bodily Integrity, “Journal of Ethics” 18/2 (2014): 101-122, DOI: http://dx.doi.org/10.1007/s10892-014-9161-6.

E. Shaw, Direct brain interventions and responsibility enhancement, ”Criminal Law and Philosophy” 8/1 (2014): 1-20, DOI: http://dx.doi.org/10.1007/s11572-012-9152-2.

N.A. Vincent, Neurolaw and direct brain interventions, “Criminal Law and Philosophy” 8/1 (2014): 43-50, DOI: http://dx.doi.org/10.1007/s11572-012-9164-y.


Maciej Juzaszek – doktorant w Zakładzie Badań nad Etyką Zawodową w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, doktorant w Katedrze Teorii Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego

Podobne artykuły