Katarzyna Marchewka

Konflikt w Strefie Gazy w świetle zasady proporcjonalności

Tom 1 (2015), Artykuł 8 Brak komentarzy

W latach 2005-07 w walkach pomiędzy Izraelem a Palestyńczykami ze Strefy Gazy zginęło około 60 osób na terenie Strefy oraz 4 osoby na terytorium Izraela. W połowie 2008 roku podpisano zawieszenie broni, na mocy którego Hamas miał zaprzestać ostrzeliwania terytorium Izraela, a Izrael zakończyć najazdy w Strefie Gazy. Pod koniec roku Izrael dokonał wypadu na terytorium Strefy w celu zlikwidowania podkopu biegnącego pod jego granicą. W odpowiedzi Hamas zaczął ponownie atakować Izrael, na co Izrael zareagował rozpoczęciem nalotów na cele w Strefie Gazy. W pierwszym dniu konfliktu zginęło ponad 200 Palestyńczyków, w sumie całkowita liczba ofiar sięgnęła ok. 1400 zabitych. Na początku stycznia 2009 roku Izrael rozpoczął operację lądową na gęsto zaludnionych terenach palestyńskich. W odpowiedzi bojownicy Hamasu ostrzelali terytorium Izraela, zabijając 4 osoby, w tym jednego żołnierza, aczkolwiek terytorium które zostało objęte zasięgiem rakietowym było zamieszkiwane przez około 700 do 800 tys. ludzi. W kolejnym konflikcie w 2014 roku proporcje zabitych były podobne: po stronie palestyńskiej zginęło ok. 1900 osób, w tym co najmniej 1400 cywili, po stronie izraelskiej – 68 osób, w tym 3 cywili.

Interwencje Izraela w Strefie Gazy w latach 2008-09 oraz w 2014 roku wywołały szereg pytań dotyczących zastosowania zasady proporcjonalności w kontekście rozpoczynania walki zbrojnej oraz jej prowadzenia: (1) czy rozpoczęcie przez Izrael operacji zbrojnych w obu tych przypadkach było działaniem proporcjonalnym (w ramach ius ad bellum)?; (2) czy sposób prowadzenia konfliktu, w którym ginie kilkukrotnie więcej cywili jednej ze stron można uznać za zgodny z zasadą proporcjonalności (w ramach ius in bello)? Problem proporcjonalności w tym drugim znaczeniu omawiał profesor Jeff McMahan z Uniwersytetu Oksfordzkiego, jeden z najwybitniejszych filozofów zajmujących się tą tematyką, podczas seminarium pod koniec października 2015 roku w Instytucie Filozofii UJ. Uczestnicy analizowali jego niepublikowany jeszcze tekst Proportionality and Necessity in Jus in Bello.

W tradycyjnym ujęciu reguł wojny nieproporcjonalne mogą być wyłącznie krzywdy wyrządzone cywilom. Zasada rozróżniania zakazuje intencjonalnie atakować niewalczących, natomiast zasada proporcjonalności dopuszcza w ograniczonym zakresie narażanie zdrowia lub życia niewalczących jako skutek uboczny działań zbrojnych. Prawo międzynarodowe głosi, że zabronione są jedynie te „ataki, co do których można przypuszczać, że wywołają również straty w życiu ludzkim wśród ludności cywilnej (…), jeśli byłyby one nadmierne w porównaniu z oczekiwaną konkretną i bezpośrednią korzyścią wojskową”.

McMahan krytykuje to ujęcie i wyróżnia dwa typy proporcjonalności: wąską oraz szeroką. Wąska zasada proporcjonalności ma zastosowanie do oceny sytuacji, w których atakowany broni się przed napastnikiem. Jako przykład posłużyć może orzeczenie Sądu Najwyższego z kwietnia tego roku: pewien mężczyzna zabił napastnika, który chciał wedrzeć się do jego domu, jednak nic nie wskazywało na to, aby miał zamiar zrobić domownikom krzywdę – sąd uznał, że broniący się naruszył granicę obrony własnej, ponieważ „zastosowany przez oskarżonego sposób obrony, a zwłaszcza użyte narzędzie w postaci noża, pozostawał w rażącej dysproporcji do dobra zagrożonego zamachem”. Z kolei szeroka proporcjonalność odnosi się do oceny sytuacji, w których skrzywdzona zostaje osoba postronna, co jest efektem ubocznym bronienia się atakowanego przed atakującym. Osoba postronna nie jest odpowiedzialna za spowodowanie sytuacji zagrożenia, a jej zranienie czy zabicie jest uznawane za mniejsze zło w danej sytuacji. Przykład stanowić może tu bombardowanie przez aliantów Drezna w 1945 roku. Zginęło wtedy wielu cywili, jednak ich śmierć miała – wedle aliantów – spełniać wymóg proporcjonalności, ponieważ bombardowanie miało przyspieszyć pokonanie nazistów. Podobnie usprawiedliwiano potem użycie bomby atomowej w Hiroszimie.

Rozważając kwestię proporcjonalności, McMahan polemizuje z tradycyjnym odróżnianiem zasad, które regulują przystępowanie do wojny od reguł prowadzenia wojny. Wedle tego rozróżnienia możliwe jest prowadzenie wojny zgodnie z regułami sprawiedliwości, pomimo że została ona rozpoczęta jako wojna niesprawiedliwa. McMahan zastanawia się, dlaczego w tradycyjnej teorii wojny, ale także w prawie międzynarodowym, przyjęto, że rozpatrując proporcjonalność waży się korzyść wojskową w stosunku do krzywd cywili. Zdaniem McMahana wynika to właśnie z traktowania zasad regulujących przystępowanie do wojny jako niezależnych od reguł jej prowadzenia. Tradycyjna teoria wojny i prawo wojenne zakładają moralną równość żołnierzy ze względów pragmatycznych: gdyby uznawać, że żołnierze walczący po stronie niesprawiedliwej są winni jej rozpoczęcia i nie mają praw równych żołnierzom drugiej strony, to zapewne doprowadziłoby to do walki niezgodnej z jakimikolwiek regułami, dając tym pierwszym powód zakładać: „nie mam nic do stracenia, skoro i tak jestem uznawany za żołnierza gorszej kategorii niż mój wróg”.

Jeden z kluczowych problemów podejmowanych przez McMahana w ramach rozważań na temat proporcjonalności można zawrzeć w pytaniu: jak przeformułować reguły ius in bello, aby były bardziej wiarygodne? Wydaje się bowiem, że zabijanie cywili w imię realizacji niesprawiedliwego celu nigdy nie może być proporcjonalne. Stąd można by uznać, że krzywdy wyrządzone niewalczącym nie mogłyby być zrównoważone przez korzyści wojskowe w dążeniu do niesprawiedliwych celów. Można by również rozpatrywać proporcjonalność, porównując krzywdy wyrządzone niewalczącym z krzywdami odniesionymi przez wojskowych (np. czy proporcjonalne jest zabicie jednego cywila w obronie dwóch żołnierzy?).

Zasada szerokiej proporcjonalności ma zastosowanie, gdy sprawiedliwie walczący zabijają cywili jako efekt uboczny, jednocześnie zapobiegając wyrządzeniu jakiejś znacznie większej szkody. Krytycy takiego podejścia podkreślają, że porównywanie szkód, które mogłyby mieć miejsce oraz tych faktycznie wyrządzonych jest co prawda możliwe w teorii, ale w praktyce bardzo trudne. Na przykład Izrael tłumaczy, iż jego działania na przełomie lat 2008 i 2009, a także w 2014 roku były proporcjonalne, ponieważ zapobiegły zabijaniu cywili izraelskich przez Palestyńczyków. Rachunek wymagałby jednak porównania liczby faktycznie zabitych palestyńskich cywili z liczbą ochronionych cywili izraelskich, którzy zginęliby, gdyby nie doszło do ataku ze strony Izraela. A to jest w praktyce niemożliwe.

McMahan rozważa szerszą proporcjonalność w ramach ius in bello na przykładzie obrony własnej i przekłada to na sytuacje wojenne. Zastanawia się na przykład czy żołnierze, którzy bronią mieszkańców rodzinnego miasta mogą zabić lub zranić większą liczbę cywili jako efekt uboczny obrony przyjaciół i sąsiadów niż mogliby to zrobić najemnicy? Pytanie to jest ważne w kontekście możliwości przenoszenia uprawnienia do obrony własnej na osoby trzecie oraz większego zrozumienia dla ochrony osób spokrewnionych czy bliskich. Psychologowie społeczni i ewolucyjni od dawna zwracają uwagę na przykłady wskazujące, iż ludzie chętniej pomagają osobom spokrewnionym – jest to tendencja występująca w każdej kulturze. Czy w takim razie powinno się brać pod uwagę pokrewieństwo przy ocenie dopuszczalności obrony osoby bliskiej, szczególnie w kontekście działań żołnierzy na wojnie? Czy też może żołnierze powinni chronić cywili wroga na równi z własnymi cywilami? Od odpowiedzi na te pytania zależy ocena proporcjonalności konfliktu w Strefie Gazy.

Literatura

J. McMahan, Proportionality and Necessity in Jus in Bello, w: H. Frowe, S. Lazar (red.), The Oxford Handbook of the Ethics of War, Oxford University Press, New York 2015.

A. McGuire, Helping Behaviors in the Natural Environment: Dimensions and Correlates of Helping, “Personality and Social Psychology Bulletin” 20 (1994): 45-56, DOI: 10.1177/0146167294201004

T. Żuradzki, Proporcjonalność w etyce wojny. O ograniczaniu całkowitej liczby ofiar konfliktów zbrojnych, „Ethos” 2 (2014): 279-298, DOI: 10.12887/27-2014-2-106-15


Katarzyna Marchewka – asystentka naukowa w Zakładzie Badań nad Etyką Zawodową w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz doktorantka w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Podobne artykuły