Artur Szachniewicz

Metafizyka ciąży a prawa reprodukcyjne

Tom 5 (2019), Artykuł 5 Brak komentarzy

Zmiany w postrzeganiu ludzkiej seksualności, jakie zaszły w latach 60. XX w. ugruntowały prawa reprodukcyjne i seksualne jako ważny postulat polityczny. W szczególności, dokonane pod wpływem zmian w farmakologii i medycynie oddzielenie funkcji prokreacyjnej aktu płciowego od jego funkcji relacyjnych (podtrzymujących więź emocjonalną) i rekreacyjnych (realizujących wartości hedoniczne) spowodowało, że prawo do swobodnego dysponowania własnym ciałem zaczęto uznawać za istotny przejaw autonomii i indywidualizmu jednostki ludzkiej.

Prawną manifestacją tych zmian było pojawienie się w oficjalnych dokumentach ONZ konstrukcji prawa do „decydowania o liczbie potomstwa”. Później, podczas konferencji w Kairze w 1994 roku, do międzynarodowego dyskursu wprowadzono sformułowanie „prawa reprodukcyjne”. W odpowiedniej sekcji przyjętych postanowień zobowiązywano państwa uczestniczące w konferencji do podjęcia działań zmierzających do urzeczywistnienia zasady dobrowolnego wyboru w planowaniu rodziny (of voluntary choice in family planning), zaś jako główny cel przedstawiono pomoc w korzystaniu z prawa posiadania „dzieci z wyboru” (the right to have children by choice). W świetle tych sformułowań uwidocznił się postulat objęcia zakresem praw reprodukcyjnych również tzw. prawa do aborcji.

Zagadnienie prawa do aborcji nie jest jedynie teoretyczną kwestią etyczną czy prawną. Odnosi się także do prywatnych przekonań jednostki dotyczących jej statusu jako autonomicznego indywiduum. Widać to chociażby w popularności podnoszonego przez liberalnych aktywistów politycznych hasła „moje ciało, mój wybór”. Mimo że brzmi ono jak literalna interpretacja zapisów z Konferencji Kairskiej, to jego zasadność może być zależna nie tylko od rozstrzygnięć etyki czy polityki społecznej, ale także metafizyki. Zagadnienie zakresu praw reprodukcyjnych ma bowiem nierzadko pomijany wymiar ściśle metafizyczny, wynikły z powiązania z metafizycznie doniosłym zagadnieniem ciąży.

Przez metafizyczny wymiar ciąży należy rozumieć ten aspekt ciąży, który jest istotny dla odpowiedzi na metafizyczne pytanie: czym jesteśmy? Jest to konsekwencją uniwersalnego wymiaru ciąży – wszak każdy z nas pojawił się na świecie w jej następstwie.

Niektórzy badacze przyznają, że praktyczne rozstrzygnięcia w obszarze polityki społecznej i etyki reprodukcyjnej przynajmniej w części zależą od metafizycznych uwarunkowań ciąży (Finn 2018: 657, Kingma 2019), zaś społeczno-polityczne spory dotyczące zakresu praw reprodukcyjnych są efektem „niezrozumienia wyjątkowości metafizycznych uwarunkowań stanu, jakim jest ciąża” (Kingma, audycja radiowa).

Metafizyka osoby i problem z posiadaniem ciała

Przyjmując punkt widzenia wspomnianych badaczy, spójrzmy jeszcze raz na hasło „moje ciało, mój wybór”. Zwyczajowy kontekst jego użycia jest niewątpliwie perswazyjno-argumentacyjny. Za hasłem można dopatrywać się argumentu, który możemy zrekonstruować w następujący sposób:

1) posiadam moje ciało,

2) mam prawo rozporządzać tym co posiadam (moją własnością),

3) ergo: mam prawo rozporządzać moim ciałem.

Przesłanka (1) jest prima facie niekontrowersyjna. Wszak nasze ciało jest nasze. Wydaje się zatem, że (1) jest prawdziwe jako prawda pojęciowa. Przesłanka (2) zdaje się równie niekontrowersyjna. Własność jest podstawowym prawem rzeczowym i zasadza się na uprawnieniu do rozporządzania przedmiotem tego prawa z wyłączeniem innych osób. Sam argument jest logicznie poprawny, zatem wniosek (3) wydaje się uzasadniony.

Jednakże refleksja metafizyczna każe zachować ostrożność wobec przesłanki (1). Po pierwsze, być może posiadanie siebie (bycie ciałem) jest warunkiem posiadania i rozporządzania przedmiotami. Można sformułować zarzut, że słowo „posiadać” występuje w różnych znaczeniach w przesłankach (1) i (2) i rozumowanie jest niepoprawne formalnie. Po drugie, zauważmy, że cechą naszego schematu pojęciowego jest to, że własność możemy orzekać tylko o tych rzeczach, co do których istnieje logiczna możliwość ich zbycia lub przekazania (Strawson 1990: 96). Zatem posiadać możemy tylko to, czego w pewnych okolicznościach moglibyśmy nie posiadać. Jednakże akurat w odniesieniu do własnego ciała możliwość taka nie występuje. Zdanie: „mógłbym nie posiadać mojego ciała” jest równoważne zdaniu: (*) „mogłoby być prawdą, że moje ciało nie jest moje„. To zdanie jest jednak fałszywe, ponieważ zdanie „moje ciało nie jest moje” jest wewnętrznie sprzeczne, a zdania takie nie mogą być prawdziwe. W myśl tej analizy przesłanka (1) okazuje się fałszywa, a całe rozumowanie niepoprawne. W obu przypadkach wniosek traci wspierające go racje metafizyczne.

Przesłanki (1) można jednak bronić nawet w świetle uwagi Strawsona. Rozważmy interpretację zdania (*), wg której istnieje taki obiekt, który jest ciałem osoby A i jest możliwe, że jest on ciałem osoby B, przy czym A i B są różnymi osobami. W tej interpretacji przesłanka (1) może być prawdziwa. Jest przecież możliwe, że ciało, które, by tak rzec, przypadkiem jest moje, byłoby w innych okolicznościach ciałem innej osoby. Oczywiście, w myśl tej analizy wniosek (3) jest uzasadniony.

To jednak nie koniec. Obie interpretacje przesłanki (1) wymagają od ich zwolenników przyjęcia kolejnych założeń metafizycznych. Jeśli zgodnie z pierwszą z nich uznamy, że – z braku lepszych słów – „mamy” pewne ciało, to musimy przyjąć, że ciało to jest niezbywalne i nie jest możliwe, byśmy istnieli bez tego ciała. Tak pojęty związek między nami a ciałem jest zbyt silny, by mógł spełniać warunki nakładane przez Strawsona na relację posiadania. Musimy zatem wyjaśnić konieczność związku nas samych i tego oto „naszego” ciała bez odwołania do relacji posiadania.

Jedna z odpowiedzi sugerowałaby, że związek ów jest tak silny, gdyż po prostu jesteśmy tym ciałem – jesteśmy z nim identyczni. W filozofii teza o tożsamości osób i ciał znana jest pod nazwą materializmu. Wielu zwolenników hasła „moje ciało, mój wybór” zapewne byłoby skłonnych przystać na materializm. Niestety, materializm nie ratuje analizowanej rekonstrukcji przed poważnymi zarzutami.

W przypadku gdy teza (1) znaczy tyle co „jestem ciałem”, argument jest niepoprawny formalnie ze względu na dwuznaczność. Jeśli zaś przyjmiemy interpretację drugą, nie możemy przystać na materialistyczną koncepcję osoby. Interpretacja ta wymaga, wbrew materializmowi, by osoba i jej ciało były dwoma rożnymi – a więc nie identycznymi – bytami, które tylko przygodnie koincydują tj. zajmują tę samą przestrzeń w tym samym czasie.

Koincydencja dwóch różnych przedmiotów materialnych, np. osoby i ciała, jest jednak wysoce kontrowersyjna. Niekiedy twierdzi się, że jeśli dwa obiekty koincydują przez cały czas swego trwania, to są po prostu identyczne. Stojąc na gruncie materializmu musimy się zgodzić, że ciała i osoby koincydują przez cały czas swego trwania. Tym samym wracamy do punktu wyjścia.

Do rozważenia pozostaje jeszcze wariant metafizyki dualistycznej przyjmującej istnienie dwu substancji – duchowej i cielesnej. Koincydencja niematerialnej osoby (duszy) i materialnego organizmu jest być może mniej problematyczna. Niematerialną osobę możemy uznać za wieczną i w ten sposób odróżnić ją od przemijalnego ciała. Alternatywnie, osoba, jako obiekt niematerialny, nie posiada własności fizycznych, co automatycznie odróżnia ją od ciała – obiektu fizycznego. Jednak przyjmując dualizm trudno zgodzić się na przesłankę (1). Okazuje się bowiem, że w przypadku ciąży moje ciało – w każdym razie w jakiejś części – nie jest moje. Należy do drugiej dualistycznie pojętej osoby. Dualizm jest zgodny z doktryną katolicką i unieważnia rozumowanie (1) – (3).

Pozostańmy jednak na gruncie szeroko rozumianego materializmu i wróćmy do omawianego hasła. Być może należy je odczytywać w świetle domniemania, że płód jest częścią ciała matki. Nasz argument wymaga zatem przebudowy:

4) moje ciało składa się z części,

5) części mego ciała są zbywalne,

6) ergo: posiadam części mojego ciała,

7) mam prawo rozporządzać tym co posiadam (moją własnością),

8) ergo: mam prawo rozporządzać częściami mojego ciała.

Argument (4)–(8) jest poprawny. Przesłanka (4) wydaje się niekontrowersyjna – przedmioty materialne składają się z części. Podobnie przesłanka (5) – o czym świadczy choćby to, że ciała potrafią przetrwać ekstrakcję zęba i nie przestają istnieć podczas strzyżenia. Teza (6) wynika z (4) i (5); (7) jest powtórzeniem przesłanki (2) zaś (8) to odpowiednio osłabiony wariant wniosku (3).

Metafizyka ciąży i czym jest płód

Tak zrekonstruowane rozumowanie zachowuje poprawność przy założeniu materializmu. Jednak oparcie prawa do aborcji na tym rozumowaniu wymaga dodatkowego założenia metafizycznego: takiego mianowicie, że płód jest częścią organizmu matki. Założenie to może wydać się trywialne i nie metafizyczne. Wszak zgodzimy się, że częścią dowolnej całości nazwiemy którykolwiek z obiektów, z których składa się całość. A skoro organizm w ciąży składa się z organizmu matki i płodu, to powyższa definicja jest spełniona. Poza tym, relacje między płodem a organizmem matczynym są zagadnieniem empirycznym i rozstrzygnięcia w tym zakresie przynależą biologii i naukom medycznym.

Jednakże wspomniane badaczki, Elselijn Kingma i Suki Finn, twierdzą, iż stwierdzenie, że płód jest częścią organizmu matki nie jest ani trywialną konsekwencją definicji, ani wnioskiem czysto empirycznym. Wielu filozofów odrzuca bowiem taką tezę, i, przeciwnie, rozpatruje ciążę w ramach tak zwanego modelu pojemnika (Finn 2018, Kingma 2018, 2019), zgodnie z którym płód jedynie mieści się w organizmie matki (tudzież, organizm matki zawiera lub mieści płód). Bardziej precyzyjnie powiemy, że pewien obiekt x mieści się w obiekcie y, jeśli obiekt x jest w środku obiektu y (jest otoczony przez obiekt y) nie będąc jego częścią – tak jak piekarnik mieści bułki (Finn 2018). W myśl tego poglądu macica jest swoistym pojemnikiem i nic, co się w niej mieści, nie jest częścią organizmu; podobnie jak nie jest częścią organizmu pokarm w żołądku lub bakterie w jelitach. Stąd już tylko krok do stwierdzenia, że organizm matki jest gospodarzem, którego płód wykorzystuje dla celów samorozwoju. Taką interpretację ciąży jako aktu użycia jednego organizmu przez inny dostrzec można np. u Thomson przyrównującej płód do śmiertelnie chorego skrzypka potrzebującego 9-cio miesięcznej transfuzji (Kingma, 2019).

Według Kingmy (2019) nieliczne argumenty wysuwane na rzecz modelu pojemnika okazują się albo obarczone błędnym kołem, albo w istocie wspierają stanowisko przeciwne (Kingma 2018, 2019). Wygląda więc na to, że filozofia nie poświęciła metafizyce ciąży dość uwagi, a dominujący model został przyjęty bezkrytycznie. Co zatem stoi za popularnością modelu pojemnika?

Otóż model ten zdaje się dominować w obszarze praktyk publicznych i odbija się w powszechnym façon de parler dotyczącym ciąży. Jest on ewidentny w dyskursie o ciąży zastępczej, gdzie mówi się o „umieszczeniu” lub „implantacji” zarodka w macicy surogatki (cf. Finn 2018: 653). Ale mówimy też o „noszeniu” ciąży – już nie o noszeniu nerki czy serca, niewątpliwych części organizmu. Idiomatyka wypowiedzi o płodach także propaguje model pojemnikowy – mówimy niekiedy o zdjęciu USG jako o „pierwszym zdjęciu dziecka”. Praktyki te świadczą o powszechności konceptualizacji ciąży jako relacji między dwoma różnymi organizmami, a nie między organizmem i jego częścią.

Teoria płodu jako części organizmu matki nie jest powszechnie podzielana, co nie oznacza, że nie ma żadnych zwolenników. Wyrażana jest jednak sporadycznie, w sprokurowanych ad hoc uwagach i jak dotąd nie została dobrze uargumentowana. Praca Kingmy (2019) uzupełnia te lukę, a autorka dochodzi w niej do wniosku, iż dostępne świadectwa przeważają na rzecz tej teorii.

Przyjmując tę konkluzję zwolennik hasła „moje ciało, mój wybór” może czuć się usatysfakcjonowany. Wniosek (8) wypływa z przesłanek (4)–(7) przy niepozbawionym podstaw, metafizycznym założeniu, iż płód jest częścią organizmu matki. Jednakże przyjęcie tego założenia ma swój koszt.

Metafizyczne pryncypia a autonomia indywiduum

Jeśli przyjmiemy, że osoba jest odrębnym indywiduum ludzkim, a płód tylko częścią ciała matki, to pojawiają się dwa pytania: (i) kiedy płód przestaje być częścią ciała matki? (ii) kiedy pojawia się nowa osoba? Według Kingmy (2019) na pierwsze z pytań należy odpowiedzieć: w trakcie narodzin; powiedzmy w momencie przecięcia pępowiny. Odpowiedź na drugie jest bardziej problematyczna.

Zdaniem przywołanej autorki teza, że płód jest częścią ciała matki nie pociąga za sobą wniosku, że osobą stajemy się dopiero, gdy przestajemy być częścią ciała matki. Wynika z tej tezy jednak, że możemy uważać się za byty odrębne, dobrze indywiduowane i względnie niezależne tylko umieszczając początek naszego istnienia w momencie narodzin. Jeśli chcemy rozciągnąć naszą przeszłość na fazę płodową, to musimy uznać, że byliśmy kiedyś zależną częścią obcego organizmu. Według teorii części płód jest bowiem organem ciała matki, który realizuje jej reprodukcyjny potencjał; stanowi istotną, ale jednak część systemu rozrodczego, obok między innymi jajników i macicy.

W jaki sposób rzutuje to na poglądy zwolenników omawianego hasła? Jak pamiętamy, to hasło ma wyrażać w domyśle naturalne prawo do swobodnego dysponowania własnym ciałem, które stanowi istotny przejaw przyrodzonej autonomii i indywidualizmu jednostki. U jego podstaw leży zatem roszczenie antropologiczne uprawniające do myślenia o osobach jako o odrębnych i względnie niezależnych, autonomicznych indywiduach. Jeśli jednak zwolennik hasła uważa, że oprócz tego, że jest osobą, jest także organizmem, który był kiedyś płodem – a jest to pogląd reprezentowany tak wśród akademików (por. animalizm), jak i szerszej populacji – to musi zrezygnować z antropologicznej tezy, że jesteśmy (zawsze, z natury naszej istoty) odrębnymi i względnie niezależnymi, autonomicznymi indywiduami.

Okazuje się więc, że metafizyczne tezy głoszące, że jesteśmy organizmami a płód jest częścią (organizmu) matki wykluczają antropologiczną tezę o naturalnej autonomii jednostki. Jeśli teza ta stanowi podstawę dla społeczno-politycznych postulatów poszerzenia zakresu praw reprodukcyjnych o prawo do aborcji, to przyjęcie powyższych tez metafizycznych w praktyce pociąga konieczność zmiany podstaw tych postulatów. Z drugiej strony przyjęcie modelu pojemnika co prawda pozwala zachować antropologiczne pryncypium, jednak unieważnia argument leżący u podstaw samego hasła. Rysujący się dylemat pokazuje wagę rozstrzygnięć z pola metafizyki ciąży dla kwestii praw reprodukcyjnych.


Literatura

S. Finn (2018), The Metaphysics of Surrogacy, w: D. Boonin (red.), The Palgrave Handbook of Philosophy and Public Policy, Palgrave Macmillan, Cham.

E. Kingma (2018), Lady Parts: The Metaphysics of Pregnancy, „Royal Institute of Philosophy Supplement” 82: 165–187.

E. Kingma (2019), Were You a Part of your Mother, „Mind” (w druku).

P.F. Strawson (1990), Individuals, Routledge, London.


Artur Szachniewicz – doktorant w Zakładzie Ontologii Instytutu Filozofii UJ.


Artykuł powstał dzięki dofinansowaniu z Instytutu Filozofii UJ w ramach projektu „Zintegrowany system zdalnego nauczania w IF UJ”.

Podobne artykuły