Katarzyna Marchewka

Psychologiczne wyjaśnienia niechęci do uchodźców

Tom 1 (2015), Artykuł 3 komentarze 2

To dzięki powolnej i mozolnej budowie osobistych relacji odkrywa się fundamentalną prawdę, że wszyscy ludzie mają takie same marzenia i aspiracje, że wszystkich ludzi trapią te same lęki i obawy.

Reza Aslan

Wielu Polaków przeciwnych jest przyjmowaniu uchodźców, pod niejednym artykułem dotyczącym kryzysu migracyjnego w Europie przeczytać można pełne nienawiści komentarze odnoszące się do uchodźców, często o treści rasistowskiej, ksenofobicznej i islamofobicznej. Według Instytutu Monitorowania Mediów pomimo że powoli ilość negatywnych komentarzy spada, wciąż jest ich znacznie więcej niż wyrazów poparcia czy solidarności. Abstrahując od argumentów przytaczanych przez obie strony dyskusji, warto zadać pytanie o mechanizmy psychologiczne kryjące się pod komentarzami pełnymi agresji i niechęci do uchodźców.

Wiele komentarzy wyrażających sceptycyzm w stosunku do przyjmowania uchodźców ukazuje obawy komentujących o przyszłość swojego najbliższego otoczenia: rodziny czy szerszej społeczności w której żyją, a nawet całego państwa. Strach ten ma swoje korzenie w ewolucyjnej przeszłości człowieka, w której troska o przetrwanie grupy dającej jednostce pożywienie, schronienie, możliwość wychowania potomstwa, była sprawą najwyższej wagi. Według teorii rzeczywistego konfliktu grupowego antagonizm międzygrupowy szczególnie narasta w sytuacji walki o te same zasoby. Przedstawiciele jednej z grup uważają, że członkowie innej grupy chcą odebrać im zasoby potrzebne do przetrwania. W związku z tym działają w taki sposób, aby wzmocnić grupę własną i zaszkodzić obcym. Jak zauważają Cottrel i Neuberg, uchodźcy postrzegani są jako przedstawiciele grupy obcej, którzy otrzymają wsparcie (np. zasiłek), nie dadzą nic w zamian (np. nie pójdą do pracy, aby móc utrzymać się bez pomocy państwa lub – przeciwnie – zabiorą pracę obywatelom kraju przyjmującego), troszczyć będą się jedynie o członków swojej rodziny (np. próby ich integracji ze społeczeństwem spełzną na niczym). Jeżeli dodatkowo osoby te wywodzą się z innej kultury i są wyznawcami innej religii, poczucie zagrożenia wzrasta, gdyż bać należy się już nie tylko o zasoby materialne, ale także o normy i obyczaje grupy własnej. To przecież wspólne wartości są osią, które pomagają grupie współpracować, koordynują jej działania. Strach przed drugim człowiekiem postrzeganym jako obcy wywołuje agresję. Jednocześnie emocja ta obniża zdolność do wnikliwej analizy sytuacji, wpływa na sposób przetwarzania informacji dotyczących członków obcej grupy, w rezultacie zwiększając skłonność do stereotypizacji u osoby odczuwającej lęk.

Stereotypizację ułatwia tendencja do postrzegania obcych grup jako jednorodnej masy, a nie zbioru indywidualnych jednostek. Mechanizm ten ma na celu zaoszczędzenie czasu i zasobów poznawczych, gdyż uznanie danej osoby za członka określonej grupy uruchamia szereg automatycznych skojarzeń związanych z ową grupą. Jeśli wiedza danej osoby na temat tej grupy nie jest zróżnicowana i / lub opiera się na uproszczonych wyobrażeniach, następuje automatyczna aktywizacja stereotypu. Tendencja ta jest szczególnie widoczna w komentarzach internetowych o treści islamofobicznej. Uchodźcy będący muzułmanami są automatycznie postrzegani jako zagrożenie o charakterze terrorystycznym, natomiast wyznawana przez nich religia doprowadzić ma do kresu kultury i cywilizacji Zachodniej. Wyniki badań psychologów australijskich pokazują, że zjawisko przeceniania podobieństw między muzułmanami może być wzmacniane przez rasistowskie treści ukazywane w mediach, np. ksenofobiczne wypowiedzi polityków. W polskim internecie zaobserwować można efekt samonapędzającej się spirali: negatywne komentarze na temat muzułmanów wzmacniają ich stereotypowe postrzeganie, co skutkuje dyskryminacyjnym zachowaniem jakim jest umieszczenie rasistowskiego komentarza.

Inny problem bazujący na zjawisku spostrzegania jednorodności danej grupy stanowi kwestia nieodróżniania uchodźcy od imigranta ekonomicznego. Wyniki badań Murray i Marxa pokazują, że imigranci ekonomiczni znacznie częściej odbierani są jako zagrożenie dla obywateli kraju w którym chcą się osiedlić, podczas gdy uchodźcy wywołują znacznie więcej pozytywnych uczuć i empatii jako osoby, które zmuszone były opuścić swój kraj ze względu na toczącą się w nim wojnę, chaos polityczny czy innego rodzaju niebezpieczeństwa. O ile warto podjąć dyskusję na temat słuszności tak zróżnicowanej postawy wobec osób szukających lepszego życia – co ma miejsce zarówno w przypadku uchodźców, jak i emigrantów ekonomicznych – o tyle zaznaczyć należy, że osoby zamieszczające negatywne komentarze w internecie często zdają się mylić „uchodźców” z „imigrantami ekonomicznymi”, co może powodować przemieszczenie negatywnych uczuć z jednej grupy na drugą, a więc wspomniane już przecenianie jednorodności obcych grup.

Część badaczy podejmuje próby analizowania języka, jakim posługują się osoby zamieszczające negatywne komentarze w internecie dotyczące np. uchodźców. Podkreśla się, że współczesny dyskurs dotyczący niechęci wobec obcych grup zdominowało zjawisko zwane zaprzeczaniem uprzedzeniu. Odpowiedzialne jest ono za komentarze typu: „Nie jestem rasistą, ale trzeba być szalonym by nie zapytać, po co oni… [zachowują się tak, idą tam itd.]”, „Nie mam nic przeciwko uchodźcom, jednak…” itp. Wypowiedzi podkreślające brak uprzedzenia pozwalają po pierwsze, zachować wypowiadającemu się dobre mniemanie o sobie oraz ochronić swój wizerunek jako osoby otwartej i tolerancyjnej, po drugie zaś, dają możliwość wyrażenia swojego zdania bez obawy o bycie posądzonym o brak umiejętności racjonalnego myślenia, gdyż osoby ulegające stereotypom często w taki właśnie sposób są postrzegane. Innym sposobem na wzmocnienie racjonalności wypowiedzi i utrzymywanie pozytywnego wizerunku własnej osoby jest powoływanie się na zewnętrzny świat jako podparcie własnych argumentów: nie tylko ja uważam, że oni zabiorą nam pracę, ale moi sąsiedzi myślą tak samo, w innych krajach już się tak dzieje itp. Lęk przed przedstawicielem grupy obcej miesza się tutaj ze strachem o zachowanie wizerunku własnej osoby jako jednostki kompetentnej i myślącej racjonalnie.

Na zakończenie warto zwrócić szczególną uwagę na dwie kwestie. Po pierwsze, należy ponownie zaakcentować wagę samonapędzającej się spirali lęku międzygrupowego. Wzajemne utwierdzanie się komentujących w przekonaniu, że słusznie jest się bać przedstawicieli grupy obcej, nie tylko utrudnia im rzetelną analizę sytuacji, ale dodatkowo wzmaga ich niepokój oraz pogłębia dystans i wrogość. Uczucia te natomiast odsuwają ich od ewentualnych kontaktów międzygrupowych, podczas gdy właśnie owe kontakty doprowadzić mogą do zmniejszenia obaw i niechęci wobec obcej osoby czy grupy osób. Czując lęk przed uchodźcami, nie potrafimy się do nich zbliżyć, a nie zbliżając się, pogłębiamy swój lęk. Po drugie zaś, rozważając wyniki przedstawionych powyżej badań warto poświęcić chwilę na refleksję odnoszącą się do pytania czy ukazywanie genezy danego stanowiska wpływa na siłę stojących za nim argumentów. Mówiąc innymi słowami: na ile przydatne i interesujące mogą być wyniki badań psychologicznych dla argumentacji filozoficznej.

Literatura

Martha Augoustinos, Danielle Every, The Language of ”Race” and Prejudice: A Discourse of Denial, Reason, and Liberal-Practical Politics, “Journal of Language and Social Psychology” 26 (2007): 123-141, doi: 10.1177/0261927X07300075

Catherine A. Cottrell, Steven L. Neuberg, Different Emotional Reactions to Different Groups: A Sociofunctional Threat-Based Approach to “Prejudice”, “Journal of Personality and Social Psychology” 88/5 (2005): 770-789, doi: 10.1037/0022-3514.88.5.770

Kate E. Murray, David M. Marx, Attitudes Toward Unauthorized Immigrants, Authorized Immigrants, and Refugees, “Cultural Diversity and Ethnic Minority Psychology” 19/3 (2013): 332-341, doi: 10.1037/a0030812

Anne Pedersen, Lisa K. Hartley, Prejudice against Muslim Australians: The role of values, gender and consensus, “Journal of Community & Applied Social Psychology” 22/3 (2012): 239-255, doi: 10.1037/0022-3514.88.5.770

Podobne artykuły

  • RW

    Droga autorko. Tekst, jakkolwiek interesujący, nijak współgra z tytułem bloga. Jest to filozofia zupełnie w teorii. Wyobrażam sobie, że dyskusja „w praktyce” musi mieć pewne oparcie w faktach, najlepiej bezpośrednio się do nich odnosząc. Pozwolę sobie zatem przytoczyć rzetelny w moim odczuciu zbiór „faktów”: http://wyborcza.pl/1,75968,18811479,12-faktow-pomocnych-w-dyskusji-o-uchodzcach.html Udowadnia się tu – jak mniemam jednoznacznie – iż zalewająca obecnie Europę fala „uchodźców” to w lwiej części właśnie emigracja ekonomiczna. (http://natemat.pl/154119,wlasciciel-amrit-kebab-widze-te-twarze-i-wstyd-mi-narobia-balaganu i jeszcze to, z braku lepszego słowa „świadectwo”). Mając ten fakt za ustalony możemy rzeczywiście przystąpić do jakiejś merytorycznej „dyskusji o uchodźcach”. Nie zamierzam jednak tego oczywiście robić. Tym na co chcę wskazać jest pewnego rodzaju manipulacja jaką dostrzegam w wielu próbach podjęcia tego tematu.

    Analizy języka, którym operują tak zwani „internauci” rzeczywiście jest potrzebna i przeprowadzona w taki sposób jaki Pani to robi uważam za słuszne i interesujący(tyle odnośnie tekstu). Jednakże przeskok jaki czyni się od oceny języka do oceny sytuacji jest nieuprawniony i według mnie jest symptomatyczny dla pewnego zjawiska. Otóż wychodząc od zapisu internetowego hejtu czy bredzenia polityków(zamiast od faktów) stwarza się sztuczny podział na tych, którzy nienawidzą – czyli są „na nie” – oraz na tych, którzy rozumieją i są „na tak”. Przynależność do jednej z grup ustala definitywnie obraz danej osoby, która rozpada się jako jednostka w morzu tolerancji lub morzu nienawiści. Zachodzi tu mam wrażenie to samo zjawisko, o którym pani pisze – czyli traktowaniu (szczególnie tej pierwsze grupy) ludzi jako masy(która nie widzi dalej niż kawał kiełbasy) natomiast sama konieczność określenia się jako członka jednego czy drugiego towarzystwa nosi wszelkie znamiona fałszywego dylematu.
    Wierzę, że po rzetelnym zakreśleniu całości sytuacji(którego oczywiście nie mam zamiaru się podejmować – wspomnę jedynie o setkach tysięcy prześladowanych w krajach muzułmańskich(w tym w Syrii) chrześcijanach, obojętności zamożnych państw muzułmańskich, czy też absolutnym braku pytania o rolę jaką odegrały w całym procesie Stany Zjednoczone) całkiem prawdopodobna staje się możliwość powstania trzeciej grupy – która uwzględniwszy dostępne fakty i bez powoływania się na rasistowskie „argumenty” stanowczo sprzeciwi się angażowaniu Polski w ten proces(proponując być może rozwiązania pośrednie). Możliwe jest również przyjęcie tych faktów i dalsze optowanie za osiedlaniem ludności muzułmańskiej na ziemiach Europy – z oczami utkwionymi w ideał multikulti(bez ironii) i tolerancji czy może jako pokuty za krwawą historię stosunków europejsko-afrykańskich. Wybór musi być jednak jasny a czas zdaje się nagli bo problem narasta. Wzywam zatem do odważnego i praktycznego(no właśnie) myślenia.