awdiejew
Igor Awdiejew

Rozgrywka o życie: problemy moralne z powtarzalnymi decyzjami obarczonymi ryzykiem

Tom 3 (2017), Artykuł 9 Brak komentarzy

Rozważmy hipotetyczną sytuację, w której złoczyńca, nazwijmy go Anton, imieniem bohatera książki i filmu To nie jest kraj dla starych ludzi, stawia nas w sytuacji rozgrywki o ludzkie życie (scenariusz ten został zaproponowany niedawno przez Setha Lazara w artykule Anton’s Game: Deontological Decision Theory for an Iterated Decision Problem). Anton ma zakładnika i – jak nas informuje – zabije go, jeśli odmówimy udziału w grze. Następnie wręcza nam monetę, którą możemy rzucić. Jeśli wypadnie orzeł, nic się nie stanie i możemy odejść – gra jest skończona i nikt nie straci życia. Jeżeli zaś wylosujemy reszkę, złoczyńca zabije jedną, inną niż zakładnik ofiarę i znów zaproponuje nam rzut monetą na tych samych zasadach. W dowolnym momencie możemy odmówić następnego rzutu i zakończyć grę, ale będzie to kosztowało życie zakładnika. Zakładnik będzie więc ocalony wtedy i tylko wtedy, jeśli rzucając monetą wylosujemy w którymś momencie orła. Możliwe jednak, że wskutek niesłychanego pecha poświęcimy życie wielu ofiar, zanim to nastąpi, albo w skrajnym przypadku będziemy rzucać w nieskończoność. Nasze opcje są więc w rzeczywistości ograniczone tylko do rzucania monetą bądź zaniechania rzutu. Jakie wybory byłyby słuszne w takiej sytuacji? Odpowiedź na to pytanie pomogłaby rzucić światło na takie sprawy, jak np. niektóre dylematy związane z kończeniem konfliktów zbrojnych, gdy strona walcząca musi wybierać pomiędzy ryzykowaniem życia kolejnych żołnierzy a pozostawieniem rejonu w stanie destabilizacji.

Rozwiązanie probabilistyczne

Zwróćmy uwagę na oczywistą powinność, jaką jest ograniczenie strat w ludziach. Na pomoc przychodzi nam zwykły rachunek prawdopodobieństwa. Możemy określić wartość oczekiwaną, czyli przewidywany wynik dla poszczególnych decyzji w Grze Antona.

Porównajmy wartości oczekiwane dla dwóch decyzji: pierwsza to rezygnacja z gry, a drugą niech będzie podjęcie gry aż do osiągnięcia pożądanego skutku, czyli wyrzucenia orła. Jak już powiedzieliśmy, rezygnacja z gry kosztować będzie  na pewno życie zakładnika. Natomiast gdy zgodzimy się na losowanie, to wartość oczekiwana dla potencjalnie nieskończonej serii rzutów monetą będzie sumą wartości oczekiwanych w kolejnych możliwych krokach: 1/2, że w pierwszym rzucie wyrzucimy orła i nikt nie zginie; 1/4, że najpierw zginie jedna osoba, a za drugim podejściem wyrzucimy orła; 1/8, że zginą dwie osoby, a potem wyrzucimy orła itd. Suma takiego nieskończonego ciągu wynosi 1, czyli dokładnie tyle, ile stracilibyśmy, poświęcając zakładnika. Jeśli zaś z góry zamierzymy rzucać monetą dowolną skończoną ilość razy i gdyby cały czas wypadały reszki planujemy przestać grać w pewnym momencie (co prowadziłoby do śmierci zakładnika), to wartość oczekiwana takiego wariantu także wynosi 1.

Najistotniejszy jest wniosek, że w Grze Antona na początku zawsze stoimy przed perspektywą dokładnie takiej samej straty, niezależnie od obranej strategii. Jeśli naszym jedynym zmartwieniem jest ograniczenie oczekiwanej liczby ofiar śmiertelnych, to wszystko jedno co zrobimy. Czy na tym powinien kończyć się problem? Być może pod uwagę trzeba wziąć jakieś kryteria innego rodzaju niż sama tylko ochrona życia.

Argument ze szkodliwości ryzyka

Propozycją, która mogłaby przybliżyć nas do jakiegoś rozstrzygnięcia jest potraktowanie samego ryzyka jako szkody, która podlega dystrybucji. Takiej tezy broni Lazar: „Działania, których rezultatem jest czyjaś śmierć, krzywdzą poszkodowanych dotkliwiej, gdy prawdopodobieństwo wystąpienia tego rezultatu było większe. I odwrotnie, są one mniej krzywdzące, jeśli prawdopodobieństwo było mniejsze” (s. 101). Akceptacja tej propozycji skłaniałaby do rzucania monetą, ponieważ szkoda wynikająca z zabicia zakładnika jest większa, gdy występuje ze stuprocentową pewnością, niż wtedy, gdy wynika z sumowania prawdopodobieństwa śmierci ofiar w wyniku pechowego losowania.

Można się zgodzić, że w sytuacji, gdy zagrożona osoba faktycznie przeżyje, obarczenie jej ryzykiem wyrządza pewne zło. Wyobraźmy sobie, że ktoś w geście szekspirowskiej gościnności podał mi na tacy trzy kieliszki wina, z których jeden zawierał śmiertelną truciznę. Nieświadomy sytuacji szczęśliwie wybrałem ten bez trucizny i nikt oprócz gospodarza nigdy nie dowiedział się o całej sprawie. Mimo to nie wahalibyśmy się potępić jego działań jako z gruntu niewłaściwych. Gdybym jednak wybrał zatrute wino i w ten sposób zginął, to czy ta szkoda byłaby większa, gdybym miał do wyboru dwa kieliszki, ale mniejsza gdyby było ich dziesięć?

Sądzę, że nie – wystąpienie złego rezultatu sprawia, że coś, co wcześniej uznawaliśmy jedynie za źródło ryzyka, teraz może być już rozpoznane jako przyczyna sprawcza. Można powiedzieć, że zajścia, o których wiemy, że zaistniały mają zawsze prawdopodobieństwo wynoszące 1. Jeśli w Grze Antona ginie ofiara, to nie ginie ona dlatego, że była szansa na wyrzucenie reszki, ale dlatego, że faktycznie została wyrzucona reszka. Jeśli w przeszłości przypisaliśmy prawdopodobieństwo wynoszące 0,5 temu wynikowi, to tylko dlatego, że nie mieliśmy pewności co do naszych prognoz. Dodatkowa szkoda, jaką Lazar przypisuje proporcjonalnie do wielkości ryzyka jest uzasadniona wyłącznie niedoinformowaniem przed podjęciem decyzji. Wobec tej obserwacji twierdzenie Lazara traci znaczenie – każda bowiem realnie wyrządzona już szkoda ma takie samo, stuprocentowe prawdopodobieństwo i nie trzeba go uwzględniać.

Istnieją inne intuicje co do natury ryzyka, które ściślej wiążą go z przewidywanymi skutkami. Takie rozumienie przedstawia Nir Eyal w tekście Concentrated Risk, the Coventry Blitz, Chamberlain’s Cancer, twierdząc, że o ile wszystkie osoby mają równoważne roszczenia, nie ma nic złego w nierównej dystrybucji ryzyka. Nie mamy specjalnych zobowiązań, żeby ryzyko rozdzielić po równo, gdy sumaryczne straty związane z tym ryzykiem będą takie same – zdejmując ryzyko z jednej osoby sprawimy po prostu, że potencjalnie ucierpi zamiast niej ktoś inny.

Argument z kosztów utopionych i malejące roszczenie zakładnika

W Grze Antona możliwe są scenariusze, w których życie straciło już kilka ofiar, a my ponownie stajemy przed decyzją rzutu monetą – wtedy, zdaniem Lazara, znaczenie mają tzw. koszty utopione. Zakładnik znajduje się uprzywilejowanej sytuacji, jeśli ryzyko jest przekierowywane na innych, toteż poniesione koszty miałyby, wedle tej koncepcji, liczyć się na niekorzyść zakładnika. Jak twierdzi Lazar: „Jest pewien limit szkód, co do których zakładnik może oczekiwać, że zostaną poniesione z jego względu” (s. 103). Już po pierwszym rzucie, w którym wypadła reszka, zakładnik ma mniejsze prawo by żyć, bo żeby ocalić jego życie zginęła już pierwsza ofiara, a więc w pewnym momencie kolejne losowanie oznacza ryzykowanie większego dobra, aby ocalić mniejsze – życie zakładnika przestaje być opłacalne na tyle, żeby dalej o nie grać. Co jest niepokojącego w tym rozumowaniu?

Po pierwsze, stopniowanie roszczeń do życia wydaje się naruszać wymóg bezstronności. Wyobraźmy sobie, że Gra Antona odbywa się w prawdziwym świecie. Rozstrzygnięcie, czy większe roszczenie do przeżycia ma, dajmy na to, lekarz czy sprzątaczka, wydaje się zadaniem tragicznym. W tego typu przypadkach wstrzymujemy się od rozsądzania na podstawie osobistych cech, bo neutralność oceny wymaga odrzucenia pewnych komponentów, których rola może okazać się trudna do uzasadnienia, bądź przypadkowa. To, że pewne osoby zginęły, bo wybraliśmy rzut monetą, by ocalić zakładnika, jest pewnym przypisanym mu, niezależnym od jego podmiotowości związkiem, moim zdaniem zbyt pośrednim, aby mógł decydować o jego życiu. Zasada bezstronności każe odrzucić tę nieistotną przesłankę, podobnie jak to powinno mieć miejsce np. w sytuacjach dyskryminacji ze względu na pochodzenie albo rasę.

Po drugie, przyjmuje się zazwyczaj, że warunkiem koniecznym, żeby osłabić czyjeś roszczenie do  życia jest uznanie jego odpowiedzialności za wywołane zagrożenie lub krzywdę (jest to często ważne dla uzasadnienia przypadków obrony własnej, por. na przykład Jeff McMahan, Etyka zabijania na wojnie). Nie musimy jednak dalej rozwijać tej problematyki, bo zakładnik z naszego przykładu jest niezdolny do żadnej wpływającej na sytuację czynności. Z pewnością nie może być mu w żadnym sensie przypisana odpowiedzialność. Nie zostaje więc spełniony warunek konieczny, aby jego roszczenie zostało naruszone.

Podsumowanie

Sytuację, którą omówiliśmy należy traktować nie jako propozycję ogólnego modelu dla podejmowania powtarzalnych, ryzykownych decyzji, ale jako ujęcie pewnego szczególnego problemu. Okoliczności Gry Antona dalece różnią się od tych, z którymi mamy do czynienia w zwykłych sytuacjach wyboru – przede wszystkim ściśle określone są możliwe rezultaty i prawdopodobieństwa, co prawie nigdy nie ma miejsca w rzeczywistości: w praktyce rzadko kiedy daje się ująć ryzyko w liczby. Gdyby chcieć głębiej rozważać problem niepewności, należałoby uwzględnić jego trywialne źródło, jakim jest niekompletność lub wadliwość posiadanych informacji – zazwyczaj podejmowanie trudnych decyzji wymaga po prostu głębszego zbadania rzeczywistości, czego nie możemy zrobić w przykładzie Gry Antona. Redukcje tego typu są w filozofii nieuniknione, ale ze sztucznych sytuacji należy ostrożnie wywodzić wnioski. Stąd obawa, że daleko idące rozstrzygnięcia powstałe na gruncie Gry Antona mogą okazać się zbyt specyficzne dla jej abstrakcyjnych warunków, aby stanowić samodzielne, teoretyczne oparcie realnych decyzji. Rozważania te nie są jednak bezprzedmiotowe i mogą mimo wszystko dostarczać użytecznych argumentów w sytuacjach, w których nie możemy sobie pozwolić na osiągnięcie pewniejszych racji, bądź musimy przyjąć rozwiązanie ad hoc.

Rozstrzygnięcia problemu Gry Antona można poszukać przyjmując nieco szerszą perspektywę. Jeśli przyjąć, że omawiana sytuacja ma jakiś kontekst i sens w świecie wielu innych zdarzeń, szybko dojdziemy do wniosku, że stawanie przed podobną decyzją musi być wynikiem jakiejś niesprawiedliwości lub tragedii, a równoważność dostępnych rozwiązań – jak zauważyliśmy także wcześniej – wcale nie daje nam powodów do spokoju. Jest tak dlatego, że oprócz obowiązku ochrony życia działają też słabsze, lecz nadal istotne kryteria. Sprzeciw budzi na przykład ryzykowanie ludzkich istnień jako zasobu dla osiągnięcia innych celów jako niezgodne ze znanym i szeroko akceptowanym kantowskim imperatywem moralnym. Nawet gdyby okazało się, że rozgrywka służy jakiemuś niezaprzeczalnie większemu dobru, nadal zobowiązani jesteśmy do dopuszczania moralnie istotnych szkód jedynie w takiej proporcji, w jakiej są one konieczne. Gra Antona jest sama w sobie pewnym złem, które może trwać bardzo długo. Dlatego wytłumaczalnym rozwiązaniem byłby sabotaż gry poprzez ograniczenie jej do jednego ruchu, jakim jest poświęcenie zakładnika. Tego typu przesłanki – by odnieść rozważany dylemat do praktyki – stoją na przykład za intuicją, że wojny nie powinny być kontynuowane, jeśli nie jest to niezbędne.


Skrócona wersja artykułu, który zdobył II nagrodę w konkursie czasopisma „Filozofia w Praktyce” na najlepszy studencki esej dotyczący filozofii praktycznej.


Literatura

J. Broome (2015), Losowy wybór ludzi, przeł. M. Białek, w: Antologia bioetyki, t. IV, Sprawiedliwość w medycynie, cz. 2 Dystrybucja zasobów w opiece zdrowotnej, W. Galewicz (red.), Universitas, Kraków, s. 233-256.

N. Eyal (2015), Concentrated Risk, the Coventry Blitz, Chamberlain’s Cancer, w: Identified versus Statistical Lives: An Interdisciplinary Perspective, I.G. Cohen, N. Daniels, N. Eyal (red.), Oxford University Press, Oxford, s. 94-109, doi: 10.1093/acprof:oso/9780190217471.001.0001.

S. Lazar (2017), Anton’s Game: Deontological Decision Theory for an Iterated Decision Problem, “Utilitas” 29(1), s. 88-109, doi: 10.1017/S0953820816000236.

J. McMahan (2009), Etyka zabijania na wojnie, przeł. R. Pucek, w: Etyka wojny. Antologia, T. Żuradzki, T. Kuniński (red.), Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.


Igor Awdiejew – student drugiego roku studiów magisterskich w Instytucie Filozofii UJ.

Podobne artykuły