Tomasz Sieczkowski

Sekularyzm i polskie praktyki polityczne

Tom 1 (2015), Artykuł 5 1 komentarz

W czerwcu 2012 roku piosenkarka Dorota Rabczewska, szerzej znana pod pseudonimem scenicznym Doda, została skazana na karę 5 tysięcy złotych grzywny za sformułowaną w wywiadzie opinię, że Biblię napisał ktoś „napruty winem i palący jakieś zioła”. Podstawą wyroku był art. 196 kodeksu karnego, mówiący o obrazie uczuć religijnych. Piosenkarka skierowała skargę do Trybunału Konstytucyjnego (TK), powołując się na niekonstytucyjność tego przepisu. TK skargę rozpatrzył i 6 października 2015 r. odrzucił, stwierdzając, że artykuł 196 kk jest zgodny z Konstytucją, a działania artystycznego bądź naukowego nie można traktować jako znoszącego przepis o obrazie uczuć. Czy na przypadek ten można spojrzeć jako na symptom polskich kłopotów z sekularyzmem?

Sekularyzm to, mówiąc najprościej, zasada i praktyka polityczna polegająca na oddzieleniu porządku politycznego od porządku religijnego. Procesy sekularyzacyjne rozpoczęły się w czasach Oświecenia i doprowadziły do wykształcenia się świeckiej praktyki władzy, mającej pierwotnie charakter ekonomiczny, a następnie polityczny. Emblematycznym określeniem sekularyzmu pozostają słowa Thomasa Jeffersona o pożądanym „murze separacji” między kościołem a państwem. Współcześnie sekularyzm jest obowiązującą, przynajmniej de iure, zasadą polityczną w olbrzymiej większości państw Zachodu, także w Polsce.

Sekularny charakter ładu politycznego znajduje odzwierciedlenie w konstytucyjnej zasadzie religijnej, światopoglądowej i filozoficznej bezstronności państwa (art. 25 ust. 2). Ustęp trzeci tego artykułu precyzuje charakter pożądanych relacji między państwem a równouprawnionymi względem siebie związkami religijnymi jako kształtowany „na zasadach poszanowania ich autonomii oraz wzajemnej niezależności każdego w swoim zakresie”.

Abstrahując od w dużej mierze teoretycznych trudności związanych z pytaniem, czy bezstronność jest tym samym, co neutralność światopoglądowa, postanowienia konstytucji RP pozostają zasadniczo zgodne ze współczesnym filozoficznym rozumieniem świeckości, która, zdaniem Charlesa Taylora, „opiera się na dwóch głównych zasadach, mianowicie równości szacunku i wolności sumienia, oraz na dwóch sposobach działania, które czynią realizację tych zasad możliwą, to znaczy na rozdziale kościoła i państwa oraz neutralności państwa wobec religii”.

Zasady te implikują, że ustawodawstwo nie może uprzywilejowywać żadnej grupy ludzi ani żadnego światopoglądu na podstawie preferencji religijnych. Świeckie państwo powstrzymuje się od oceny preferencji religijnych swoich obywateli i dopuszcza legalność poszczególnych praktyk religijnych, o ile nie naruszają one szerzej rozumianego porządku społecznego i nie są sprzeczne z innymi fundamentalnymi przepisami prawa i prawami człowieka. Z tego powodu niemile widziany w świeckich demokracjach jest agresywny prozelityzm, polegający na manipulowaniu ludźmi i przymuszaniu ich do uczestniczenia w praktykach religijnych, ponieważ narusza on przyrodzoną wolność religii, która w równym stopniu jest wolnością pozytywną (do), jak i negatywną (od religii).

Wyraźne mieszanie porządków religijnego i politycznego w Polsce budzi uzasadnione wątpliwości co do rzeczywistej świeckości państwa i każe uważniej przyglądać się rozmaitym procesom i decyzjom politycznym dotyczącym kwestii ideologicznych. Liczne zdumiewające wypowiedzi polskich polityków (np. „Nie ma w Polsce innej nauki moralnej niż ta, którą głosi Kościół”) mieszczą się jeszcze być może w logice przedwyborczej lub pozostają po prostu wyrazem ich osobistych preferencji ideologicznych. Co więcej, wcale nie jest powiedziane, że w ramach obowiązującego porządku ustrojowego politycy nie mają prawa do składania religijnych deklaracji (bezstronność światopoglądowa państwa nie implikuje bowiem absolutnej sekularyzacji sfery publicznej, a politycy również są beneficjentami zasady równości szacunku i wolności sumienia).

Ale wypowiedzi te zbiegają się zarazem z wycofywaniem się państwa z odpowiedzialności za przestrzeganie konstytucyjnej zasady światopoglądowej bezstronności, co prowadzi do poszerzania strefy wpływów światopoglądu religijnego, zwłaszcza katolickiego. Świadczą o tym konkretne decyzje i zachowania polityczne z ostatnich miesięcy i lat. Udział polityków w działaniach mających na celu zablokowanie wydarzeń artystycznych czy prezydenckie – motywowane religijną wizją tego, jak ma wyglądać rodzina – weto w sprawie ustawy o uzgodnieniu płci to tylko drobne przykłady naruszania zasady świeckości.

Dużo istotniejsze jest orzecznictwo TK z ostatnich lat. Zaczęliśmy od głośnej sprawy Dody, ale decyzja TK w jej sprawie była tylko jednym z wielu niepokojących symptomów erozji świeckich zasad stanowienia i interpretowania prawa. Niedawno na tym blogu Tomasz Żuradzki analizował orzeczenie w sprawie klauzuli sumienia lekarzy. Jeszcze ważniejsze w kontekście sekularyzmu było wydane w grudniu 2014 orzeczenie w sprawie uboju rytualnego, w komunikacie do którego czytamy, że „brak zezwolenia na poddawanie zwierząt ubojowi w rzeźni według szczególnych metod wymaganych przez obrzędy religijne jest niezgodny z konstytucją”. Stawianie wolności religijnej ponad dobrostan i prawo do braku cierpienia czujących istot słusznie oburzyło wielu autorów (np. Jana Woleńskiego), a innych skłoniło do wydania sądu o uprzywilejowanym charakterze religii w orzecznictwie TK, a przez to również w praktyce prawnej (np. Wojciech Sadurski).

Zarówno krytyczne względem bezstronności światopoglądowej jako zasady ładu politycznego wypowiedzi polityków i hierarchów Kościoła Katolickiego, jak i kontrowersyjne orzeczenia TK padają na dość specyficznym gruncie instytucjonalnym, którego granice wyznacza podpisany 28 lipca 1993 roku Konkordat między Rzeczpospolitą Polską a Stolicą Apostolską. Abstrahując od pytań i wątpliwości dotyczących konstytucyjności ustaleń tego dokumentu, należy zwrócić uwagę na to, że stanowi on dość poważne zagrożenie dla świeckości państwa, pozostawiając Kościołowi Katolickiemu wykonywanie jurysdykcji zgodnie z zasadami prawa kanonicznego (Art. 5), ustalając daty dni wolnych od pracy w święta religijne (Art. 9), określając zasady nauki religii w szkołach w taki sposób, który merytoryczne treści tam przekazywane wyłącza spod jakiejkolwiek kontroli władz świeckich czy wreszcie (Art. 12) finansowanie kościelnych szkół wyższych (Art. 15). Mimo deklaracji o niezależności i autonomiczności państwa i kościoła (Art. 1), konkordat uprzywilejowuje Kościół Katolicki i stanowi poważne wyzwanie dla sekularnego charakteru polskiej polityki.

Systemy polityczne są tyleż konstruktami, co praktykami. Oznacza to, że o ile teoretyczny i instytucjonalny kształt systemów demokratycznych określają (najczęściej) ustawy zasadnicze, czyli konstytucje, o tyle rzeczywiste warunki polityczne są wtórnie determinowane przez konkretne praktyki aktorów uczestniczących w grze politycznej. To od ich działań zależy, czy warunki polityczne, w których żyją obywatele, spełnią dość sztywne konstytucyjne wymogi świeckości.

Jak pisał Mark Lilla w swojej znakomitej książce The Stillborn God: Religion, Politics, and the Modern West, zainaugurowany przez filozofię polityczną Hobbesa gest sekularny jest unikatowym i w perspektywie historycznej krótkotrwałym eksperymentem. Narodził się z filozoficznego namysłu, ale trwa jako polityczna, instytucjonalna praktyka, zależna od przygodności ludzkich działań i politycznych wyborów. Kruchość ładu sekularnego jest rewersem kruchości demokratycznego porządku politycznego. Oba wymagają nieustannej troski intelektualistów i wspólnego zaangażowania w obronę ideologicznej przejrzystości sfery publicznej, jak również sfery politycznej.

Literatura:

Jocelyn Maclure, Charles Taylor, Secularism and the Freedom of Conscience, Cambridge, MA 2011.

Graeme Smith, A Short History of Secularism, London 2008.

Charles Taylor, A Secular Age, Cambridge 2007.

Wojciech Brzozowski, Bezstronność światopoglądowa władz publicznych w Konstytucji RP, Warszawa 2011.


Tomasz Sieczkowski – doktor filozofii, adiunkt w Katedrze Filozofii Współczesnej Instytutu Filozofii Uniwersytetu Łódzkiego. Założyciel i redaktor naczelny (wraz z Pawłem Grabarczykiem) Internetowego Magazynu Filozoficznego HYBRIS.

Podobne artykuły

  • Pikuś

    Panie Tomaszu, w wielu tradycjach kulturowych nazwiska pochodziły od charakterystycznego atrybutu, którym wyróżniał się dany osobnik. Przed lekturą artykułu miałem dylemat, czy Sieczkowski to od sieczki? Wkrótce moje wątpliwości rozwiały się…
    Mam pytanie, cóż znaczy neutralny światopogląd? Czy Pan, a tym bardziej jakikolwiek kodeks mogą w istocie taki neutralny światopogląd posiadać? Jeśli czyjąś etyką jest etyka złodzieja,chama,szubrawcy to rozumiem, że Panu to wisi. Ok, Panu może to i wisi, świat się nie zawali, ale jak może istnieć państwo bez silnego wzorca etycznego , które właśnie nie może być neutralne. Państwo neutralne światopoglądowo nie jest państwem, to sprzeczność. W takim państwie nie moglibyśmy utrzymać jakiegokolwiek prawa, nic nakazać ani zakazać, bo przecież musielibyśmy być neutralni w stosunku do nieskończonego pluralizmu ofert etycznych, jakie fundują nam różne postawy ludzkie.. w tym złodziejskie itd.