Karolina Wiśniowska

Zasada prokreacyjnej dobroczynności i jej zastosowanie w niesprawiedliwych społeczeństwach

Tom 5 (2019), Artykuł 9 Brak komentarzy

Rozwój technologii wspomaganej reprodukcji przyniósł możliwość diagnostyki preimplantacyjnej embrionów (ang. Preimplantation Genetic Diagnosis, PGD). Odkrycia naukowe dotyczące ludzkiego genomu pozwalają obecnie na badanie DNA zarodków, a nawet komórek jajowych. W związku z tym przy zastosowaniu procedury in vitro możliwa jest selekcja embrionów na podstawie ich cech genetycznych. Pozwala to nie tylko na zwiększenie procentowego wskaźnika żywych urodzeń w wyniku procedury zapłodnienia pozaustrojowego i zmniejszenie ryzyka komplikacji, ale również na bardzo szczegółowy wybór cech genomu przyszłej osoby, daleko wykraczający poza badanie zdolności zarodka do prawidłowego rozwoju.

W standardowej sytuacji w toku procedury zapłodnienia pozaustrojowego powstaje pewna liczba embrionów, spośród których następnie dwa lub trzy są implantowane kobiecie, a reszta zostaje zamrożona lub zniszczona. Zarodki niewykorzystane przy pierwszej implantacji mogą zostać użyte przy następnej, jednak w wielu wypadkach pewna ich liczba pozostanie niezaimplantowana. Julian Savulescu i Guy Kahane zaproponowali Zasadę Prokreacyjnej Dobroczynności (ZPD, ang. The Principle of Procreative Beneficence), która oferuje kryteria wyboru zarodka w sytuacji przeprowadzania procedury PGD:

„jeśli pary (lub samotni reproduktorzy) zdecydowały, żeby mieć dziecko i selekcja jest możliwa, to mają znaczący moralny powód do tego, żeby spośród możliwych dzieci, które mogłyby mieć, wybrać takie, którego życie, w świetle dostępnych istotnych informacji, przebiegnie najlepiej lub przynajmniej nie gorzej niż życia innych możliwych dzieci”.

Główny argument Savulescu i Kahane’a odwołuje się do następującego przykładu: w sytuacji, w której panuje epidemia różyczki i Anna może zajść w ciążę teraz i ryzykować urodzenie dziecka z zespołem różyczki wrodzonej lub za kilka miesięcy, kiedy epidemia zostanie zażegnana – Anna najprawdopodobniej powinna poczekać. Autorzy wskazują, że podobnie byłoby, gdyby różnica między dzieckiem poczętym teraz a dzieckiem poczętym za kilka miesięcy sprowadzała się do różnicy między przeciętną a wybitną inteligencją lub między typową a niezwykle wysoką odpornością. Ich zdaniem, jeśli ktoś chce konsekwentnie utrzymywać stanowisko, że wybór przyszłego dziecka jest moralnie niedopuszczalny, powinien również odrzucić istniejące normy moralne mające zastosowanie w sytuacjach podobnego typu, jak wybór dokonywany w sytuacji epidemii różyczki czy decydowanie się na dziecko dopiero w momencie, gdy jest się w stanie zapewnić mu wsparcie materialne.

ZPD nie jest absolutna, co oznacza, że inne powody natury moralnej mogą przeważyć nad obowiązkiem wybrania zarodka z perspektywą najlepszego możliwego życia. Jednocześnie, gdy takie powody nie występują, nie wybranie takiego embrionu powinno wzbudzać moralną dezaprobatę. Twórcy Zasady nie postulują jednak sankcji prawnych za niedostosowanie się do jej wytycznych, z wyjątkiem skrajnych przypadków: wskazują na przykład, iż zakazany powinien być wybór takiego przyszłego dziecka, którego życie z dużą dozą prawdopodobieństwa będzie niewarte przeżycia.

Argumenty opisywane powyżej mogą być podważone przez istnienie tzw. Problemu Nietożsamości. Nasze wybory prima facie wydają się złe, nawet jeśli nie są złe dla nikogo – może więc tak naprawdę nie są złe? Gdyby Anna w opisanej powyżej sytuacji wybrała zajście w ciążę teraz i jej dziecko urodziłoby się z zespołem różyczki wrodzonej, to zakładając, że życie tego dziecka byłoby lepsze niż jego nieistnienie, jego urodzenie nie byłoby dla niego złe. Gdyby bowiem Anna poczekała z zajściem w ciążę, jej dziecko – poczęte kilka miesięcy później – byłoby innym dzieckiem: wyrosłoby z innej pary komórek i miało inne DNA, a to pierwsze nigdy by nie zaistniało. W związku z tym, nie jest oczywiste, czy istnieją moralne argumenty przeciwko powoływaniu do istnienia osób, których życie będzie obarczone wadami, ale wciąż warte przeżycia.

Jednym ze sposobów rozwiązania Problemu Nietożsamości jest podważenie zasady odnoszenia się etyki zawsze do osób. Kwestionowanie owej zasady pociąga za sobą konieczność wyjaśnienia, w jaki sposób czyn, który nie jest zły dla nikogo – ani przeszłych, ani przyszłych, ani obecnie żyjących ludzi – może być moralnie zły. Jest to problem zwłaszcza dla konsekwencjalistycznych teorii etycznych. Niektórzy etycy proponują podejście, w myśl którego wytworzony dobrostan nie musi dotyczyć konkretnej osoby, ponieważ moralnie istotna jest całkowita ilość dobrostanu w świecie. Zbliżona intuicja przyświeca Savulescu i Kahane’owi. Nie uznają oni jednak, że jedynym możliwym sposobem uzasadnienia ZPD jest przyjęcie perspektywy utylitarystycznej – wskazują, iż odwołać można się również do niekonsekwencjalistycznych teorii moralnych: etyk cnót mógłby na przykład wskazać, że częścią konceptu bycia dobrym rodzicem jest właśnie wybór dziecka, które będzie miało najlepsze perspektywy na dobre życie.

Stanowisko Savulescu i Kahane’a jest problematyczne, ponieważ trudno porównać dobrostan danej osoby w danych okolicznościach z jej dobrostanem w sytuacji alternatywnej. Co prawda, niektóre aspekty, takie jak oczekiwaną długość życia, można dość precyzyjnie wskazać liczbowo. Również odczuwany ból w pewnym stopniu daje się zmierzyć – istnieją specjalistyczne skale do jego badania. Uśrednione wyniki takich wskazań można porównywać pomiędzy grupami osób posiadających i nie posiadających konkretnych genetycznych mutacji. Nie istnieje tu żadna ścisła granica, można jednak wskazać stosunkowo łatwe do oceny przypadki. Gdy jednak z dużą dozą prawdopodobieństwa choroba lub cecha nie spowoduje znacznego skrócenia oczekiwanej długości życia danej osoby, ani nie wywoła u niej dużego bólu, porównania stają się znacznie trudniejsze.

Jednym z przypadków trudnych do oceny jest niepełnosprawność. Trudno rozróżnić, jak wiele z trudności, które mogą napotykać osoby z niepełnosprawnościami, jest powodowane odmiennym funkcjonowaniem ich ciał, a ile – uprzedzeniami i dyskryminacją. Elizabeth Barnes broni poglądu, że różnica między niepełnosprawnością a jej brakiem jest analogiczna do różnicy między homoseksualnością a heteroseksualnością. Logiczną konsekwencją przyjęcia jej argumentacji byłoby stwierdzenie, że nie ma żadnego moralnego powodu, żeby wybrać przyszłe dziecko bez niepełnosprawności ponad przyszłe dziecko z niepełnosprawnością. Jednak podejście Barnes – choć słusznie wskazuje na wiele aspektów związanych z dyskryminacją i uprzedzeniami – ma swoje słabe strony. Nie uwzględnia ono kompletnie stanowiska medycyny, pomija problem opieki nad osobami z niepełnosprawnościami oraz fakt, że niepełnosprawność to pewne spektrum i nie każdy jej stopień musi być z moralnego punktu widzenia traktowany tak samo. Jeff McMahan wskazał na interesujący kontrargument: pojedyncza niepełnosprawność może być neutralna, ponieważ inne zmysły mogą zastąpić ten utracony – natomiast wiele niepełnosprawności naraz u jednej osoby nie jest już stanem neutralnym, lecz ewidentnie gorszym co do jakości życia niż pełna sprawność. W kontekście dokonywania wyboru w zgodzie z ZPD warto więc rozpatrywać przypadki niepełnosprawności indywidualnie i wieloaspektowo.

Jeśli rozważać moralność wyboru zarodków na podstawie cech niezwiązanych ze zdrowiem, można wyróżnić trzy główne problemy. Pierwszym jest kwestia proporcji, która ma zastosowanie przede wszystkim do wyboru płci. Istnieje stały stosunek przychodzących na świat chłopców do rodzących się dziewczynek. Gdy duża liczba osób zdecyduje się na ingerencję, faworyzując jedną z płci, dojdzie do przewagi liczebnej mężczyzn lub kobiet w społeczeństwie, co będzie niosło za sobą negatywne konsekwencje społeczne. Takie sytuacje mają obecnie miejsce w krajach azjatyckich, na przykład w Chinach, gdzie już od wielu lat rodzi się znacznie więcej chłopców i w związku z tym duża liczba mężczyzn ma trudności ze znalezieniem partnerek. Skutkuje to obniżeniem jakości życia zarówno kobiet, jak i mężczyzn, problemami natury psychicznej, koniecznością migracji czy wzrostem przestępczości (na przykład: liczby przypadków porwań kobiet, stręczycielstwa, handlu ludźmi, gwałtów, a nawet morderstw, w tym tzw. „zabójstw honorowych”). Uwzględnienie tych konsekwencji musi prowadzić do wniosku, że rodzice, decydując o płci swojego przyszłego potomstwa w celu zapewnienia mu najlepszego możliwego życia (a mogą istnieć przesłanki, aby takiego wyboru, w konkretnym czasie i miejscu, dokonać), sami zniweczyliby swój cel, jeśli tylko wystarczająco duża liczba ludzi postąpiłaby tak, jak oni. Pod tym względem więc Zasada Prokreacyjnej Dobroczynności nie zdaje testu uogólnialności.

Drugi problem z koncepcją Savulescu i Kahane’a związany jest z brakiem możliwości porównania niektórych cech w kontekście szansy na dobre życie osób nimi obdarzonych. Istnieje wiele ścieżek rozwoju osobistego, kariery, mnogość planów i marzeń – niezwykle trudno jest stwierdzić, zwłaszcza, gdy mamy do czynienia dopiero z embrionem, czy przyszła osoba odniesie korzyść będąc wysoka czy raczej lepiej byłoby dla niej, gdyby była niskiego wzrostu. Warto również wskazać, że żyjąc w społeczeństwie również cenimy, a nawet czerpiemy korzyści z tego, że mamy możliwość wyboru własnej drogi życiowej oraz z tego, że inni ludzie są utalentowani i pasjonują się rozmaitymi dziedzinami.

Trzecim kłopotliwym aspektem zastosowania Zasady Prokreacyjnej Dobroczynności jest to, że może być ona wykorzystywana do podtrzymywania dyskryminacji. Diagnostyka preimplantacyjna umożliwia bowiem wybór takiej przyszłej osoby, która będzie należała do grupy uprzywilejowanej, co budzi sprzeciw, gdyż jest – do pewnego stopnia – zgodą na istnienie niesprawiedliwych struktur społecznych. Decyzja przeciwna może jednak oznaczać świadome poświęcenie szansy na lepsze życie dziecka i z tego powodu również ją można uznać, przynajmniej w niektórych kontekstach, za niedopuszczalną moralnie.

Rozwiązaniem powyższych dylematów może być zdanie się na losową selekcję w sytuacjach, w których każdy dostępny wybór byłby obarczony wadą moralną lub nie byłoby przeważających racji przemawiających za którąś z opcji.

Podsumowując, Zasada Prokreacyjnej Dobroczynności zaproponowana przez Savulescu i Kahane’a wskazuje na bliskie intuicjom większości ludzi obowiązki rodziców dotyczące decyzji mających wpływ na przyszłość ich potomstwa. Największym związanym z nią problemem jest to, że w przypadku niektórych wyborów, dokonywanych zgodnie z jej wskazówkami, może ona prowadzić do podtrzymywania dyskryminacji – łatwiej bowiem dostosować przyszłych ludzi do niesprawiedliwego świata, niż zmienić ten świat. W takich sytuacjach właściwsze jest zdanie się na losowanie, niż podejmowanie decyzji. Ponadto, jest wiele cech genetycznych, które nie mają wpływu na dobrostan ludzi, a zarazem stanowią o różnorodności, odmiennych predyspozycjach i talentach osób nimi obdarzonych. Również wtedy, gdy wybór miałby się dokonać pomiędzy takimi cechami, lepiej jest go zaniechać i zdać się na metodę losową. Celem zastosowania Zasady Prokreacyjnej Dobroczynności ma być bowiem dobre życie przyszłej osoby, a nie dostosowanie jej do gustu rodziców.


Literatura

Barnes E. (2014), Valuing Disability, Causing Disability, „Ethics”, 125(1): 88-113.

McMahan J. (2005), Causing disabled people to exist and causing people to be disabled, „Ethics”, 116(1): 77-99.

Parfit, D. (2012), Racje i osoby, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.

Savulescu, J. & Kahane G. (2009), The moral obligation to create children with the best chance of the best life, „Bioethics”, 23(5): 274-290.


Karolina Wiśniowska – doktorantka w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych UJ, asystentka naukowa w projekcie BIOUNCERTAINTY.


This research has received funding from the European Research Council (ERC) under the European Union’s Horizon 2020 research and innovation programme (grant agreement No 805498).

Podobne artykuły