Czy byłem zygotą? Modalna plastyczność a ontologia początku życia

Pytanie o ontologiczny status ludzkiej zygoty zmusza do konfrontacji embriologii z metafizyką tożsamości. Celem tej pracy jest krytyczna analiza dwóch pozornie przeciwstawnych stanowisk. Argument z „plastyczności rozwojowej” Chunghyounga Lee (2022), oparty na logice modalnej, neguje tożsamość zygoty z późniejszym człowiekiem. Natomiast neoarystotelesowska koncepcja Mathew Lu (2013) broni tej tożsamości, odwołując się do funkcjonalnej ciągłości i teleologii organizmu.

Opierając się na pracy Kita Fine’a, Essence and Modality, pokażę, że argument Lee opiera się na błędnym utożsamieniu esencji z modalnością. Później zidentyfikuję również słabości argumentacji Lu, w szczególności problematyczne założenia dotyczące teleologii i tożsamości w kontekście bliźniactwa. Odwołując się do S. Kripkego (Naming and Necessity) i D. Wigginsa (Sameness and Substance) zasugeruję, że choć esencjalistyczna intuicja dotycząca pochodzenia jest mocna, jej proste zastosowanie do zygoty napotyka trudności. Na koniec zaproponuję zastosowanie argumentu z niepewności normatywnej do sytuacji, w których nie mamy pewności co do statusu ontologicznego zygoty.

 

Ontologia oparta o semantykę światów możliwych

Podstawą argumentacji Lee jest teza, że zygota nie jest z nami numerycznie tożsama, co uzasadnia opierając się na zjawisku, które nazywa plastycznością rozwojową (Lee 2022: 295). Rozpoczyna od faktów embriologicznych, wskazując, że po kilku podziałach komórkowych zarodek różnicuje się na dwie części: embrioblast (masę komórek wewnętrznych), z którego powstaje ciało dziecka oraz trofoblast, tworzący część łożyska (Lee 2022: 303).

Kluczowe dla argumentu jest to, że we wczesnym stadium rola poszczególnych blastomerów nie jest z góry zdeterminowana (Lee 2022: 307-308). Oznacza to, że zupełnie inny podzbiór komórek mógłby, w innych warunkach, utworzyć embrioblast.

To prowadzi Lee do wniosku zbudowanego na logice światów możliwych. Wyobraźmy sobie, że w świecie aktualnym z zygoty Z powstaje Lea, a jej ciało zbudowane jest z blastomerów {b1, …, b6}. Lee argumentuje, że w innym świecie możliwym, w wyniku naturalnego procesu, z tej samej zygoty Z mogłaby powstać Mae, której ciało byłoby zbudowane z zupełnie innego zestawu blastomerów, np. {b9, …, b14}. Ponieważ ich ciała składałyby się z odmiennej materii, Lea i Mae musiałyby być numerycznie różnymi osobami (Lee 2022: 305–309).

Sednem argumentu staje się teza o symetrii międzyświatowej. Nie ma żadnej ontologicznie istotnej różnicy między procesem prowadzącym od Z do Lei a tym prowadzącym od Z do Mae. Skoro tak, to tożsamość zygoty z którymkolwiek z rezultatów byłaby arbitralna. Lee konkluduje:

„Z jest numerycznie tożsama z Leą wtedy i tylko wtedy, gdy jest tożsama z Mae. Jeśli [założymy, że] zygota, która rozwija się w pojedynczy organizm, jest z nim numerycznie tożsama, to Z jest tożsama zarówno z Leą, jak i z Mae, co jest niemożliwe” (Lee 2022: 317; wszystkie tłum. własne).

 

Błąd modalny: dlaczego możliwości nie definiują istoty

W konsekwencji swojej argumentacji Lee dochodzi do prowokacyjnego wniosku, że nikt z nas nie jest tożsamy z zygotą, z której powstał. Twierdzi ponadto, że „zygota nie jest bytem ludzkim” (Lee 2022: 295). Lee sam definiuje „byt ludzki” (ang. human being) jako „organizm biologiczny, członek gatunku homo sapiens” (Lee 2022: 295), a przynależności gatunkowej zygocie nie odmawia.

Jak należy rozumieć tę pozorną sprzeczność? Zygota jest co prawda organizmem homo sapiens w sensie biologicznym, ale nie jest „bytem ludzkim” w sensie ontologicznym, czyli bytem zachowującym tożsamość numeryczną aż do dorosłości. Dla Lee „prawdziwy”, stabilny organizm ludzki wyłania się dopiero na późniejszym etapie (Lee 2022: 322), a zygota jest jedynie „materiałem początkowym” lub krótko istniejącym bytem, który jakby zanika w tym procesie (por. Lee 2022: 310).

Ta ontologiczna teza, oparta na analizie światów możliwych, jest przykładem błędu, który zdiagnozował Fine w Essence and Modality: próbą zredukowania pojęcia esencji (tego, czym coś jest w swojej naturze) do modalności (tego, co jest dla czegoś konieczne lub możliwe). Rozumowanie Lee opiera się na analizie losów singletonu – pojedynczego bytu, który rozwija się z zygoty bez bliźniactwa. Jak na ironię, to właśnie przykład oparty na pojęciu singletonu (tym razem w sensie zbioru jednoelementowego) posłużył Fine’owi do wykazania słabości takiego podejścia.

Fine dowodzi, że własności konieczne jakiegoś bytu nie muszą należeć do jego istoty. Jego przykład dotyczy Sokratesa i zbioru {Sokrates}, czyli singletonu Sokratesa. Jest prawdą konieczną, że jeśli Sokrates istnieje, to należy do zbioru {Sokrates}. Nie jest jednak częścią esencji Sokratesa bycie elementem tego zbioru. Jego naturę może stanowić bycie człowiekiem, filozofem, Ateńczykiem – a nie członkiem arbitralnie zdefiniowanego, abstrakcyjnego, matematycznego tworu. To, że zbiór {Sokrates} zawiera Sokratesa, wynika z esencji zbioru, a nie z esencji Sokratesa (Fine 1994: 4-5).

Trafną analogią może być tu budowa mostu Golden Gate. Rozważano kilka projektów wież: m. in. art déco i neoklasyczny. Ostatecznie wybrano ten pierwszy. Rozumując jak Lee, można by stwierdzić: „Ponieważ ten most mógłby mieć neogotyckie wieże, nie jest on tożsamy z mostem, którego budowę rozpoczęto”.

Tożsamość mostu jest jednak zdefiniowana przez jego faktyczną historię, a nie przez odrzucone warianty. Nie chodzi tu o „potencjalność” w sensie arystotelesowskim, od której Lee się odcina, ale o możliwości kontrfaktyczne. Ważne jest sformułowanie „mógłby się rozwinąć”, które odnosi się do alternatywnych scenariuszy. Podobnie jak w przypadku mostu, argument Lee traktuje zygotę nie jako byt o określonej naturze, ale jako repozytorium możliwości, myląc jej tożsamość z zakresem jej metafizycznych opcji.

Rozumowanie Lee wpada w pułapkę, którą demaskuje przykład Fine’a. Lee definiuje tożsamość singletonu (człowieka) przez pryzmat jego relacji modalnych do singletonu (zygoty), z którego powstał. Neguje on tożsamość, ponieważ z perspektywy modalnej – tego, co mogłoby się wydarzyć – z tej samej zygoty mógł powstać inny singleton (inny człowiek). Mówiąc językiem Fine’a, Lee czyni tożsamość człowieka zależną od modalnych właściwości jego pochodzenia, podczas gdy powinniśmy raczej pytać o naturę bytu niż o kontrfaktyczne możliwości. Absolutyzując fakt, że wyłonienie się konkretnego człowieka z danej zygoty nie zachodzi we wszystkich światach możliwych (a więc że tożsamość numeryczna między zygotą a człowiekiem nie jest faktem koniecznym), Lee pomija pytanie o esencję. Fine pokazuje, że modalność jest zbyt „grubym sitem”, by uchwycić to, co konstytutywne dla bytu (Fine 1994: 3).

Problem polega jednak na tym, że choć Fine wskazuje właściwy kierunek – analizę esencji, a nie modalności – jego metafilozoficzna krytyka sama w sobie nie dostarcza treściowej odpowiedzi na pytanie, jaka jest konkretna natura zygoty. Mówi nam, jakiego rodzaju pytania powinniśmy zadawać, ale nie rozstrzyga, która odpowiedź na nie jest poprawna. Otwiera drogę do analizy esencjalistycznej, ale pozostawia otwartym spór o to, czy esencją zygoty jest bycie zintegrowanym, jednym organizmem, jak w podejściu neoarystotelesowskim, czy też czymś innym. Próbę wypełnienia tej ramy treścią podejmuje Mathew Lu.

 

Krytyczna analiza perspektywy neoarystotelesowskiej

Choć krytyka Fine’a podważa metodologię Lee, nie oznacza to, że alternatywne, esencjalistyczne podejście jest wolne od problemów. Neoarystotelesowska koncepcja Mathew Lu, która ma stanowić odpowiedź na wyzwanie Lee, sama rodzi poważne zastrzeżenia, szczególnie gdy skonfrontuje się ją z logiką tożsamości i danymi z embriologii.

Lu twierdzi, że podstawą tożsamości bytu ludzkiego jest „bycie tym samym żywym organizmem” (Lu 2013: 104), rozwijającym się dzięki wewnętrznej teleologii. Stanowisko to wpisuje się w tradycję tomistyczną, która definiuje osobę jako substancję o rozumnej naturze (por. Eberl 2000: 140) i jest często używane do uzasadnienia argumentu z potencjalności, znanego z prac Dona Marquisa, który twierdzi, że zniszczenie embrionu jest złem, ponieważ pozbawia go „przyszłości takiej jak nasza” (Marquis 1989: 189).

Dlaczego jednak immanentna przyczynowość, którą Lu definiuje jako aktywność procesów życiowych skierowaną na dobro organizmu (Lu 2013: 104-105), ma stanowić fundament tożsamości numerycznej? Pojęcie „dobra” jest tu używane w sensie czysto biologicznym (przetrwanie, rozwój), ale nie jest jasne, w jaki sposób ta zasada gwarantuje, że mamy do czynienia z tą samą substancją, a nie jedynie z ciągłością procesu, który może, jak w przypadku bliźniąt, prowadzić do powstania nowych bytów. Stwierdzenie, że „blastomery działają dla dobra całości” (Lu 2013: 106) jest raczej postulatem niż dowodem, że ta całość ma już status jednego, substancjalnego bytu, a nie jedynie systemu biologicznego. Istnieje ponadto jedna centralna trudność dla stanowiska Lu, o której zresztą sam pisze:

„W przypadku bliźniactwa monozygotycznego wydaje się, że istnieją trzy substancjalne istoty ludzkie: pierwotny ludzki zarodek i dwa późniejsze ludzkie zarodki. W takim przypadku pierwotny ludzki zarodek przestaje istnieć w momencie podziału, a powstają dwa nowe ludzkie zarodki. Zatem nie każdy dorosły człowiek zaczął istnieć w chwili zapłodnienia” (Lu 2013: 109)

To problem, który radykalni krytycy koncepcjonizmu, tacy jak Lynne Rudder Baker, uznają za decydujący. Baker argumentuje, że sama możliwość podziału zygoty sprawia, że nie można jej uznać za tożsamą z jakimkolwiek późniejszym, pojedynczym organizmem, nawet jeśli do podziału faktycznie nie dojdzie (Baker 2007: 72–73). Choć stanowisko Lu jest bardziej umiarkowane, problem bliźniactwa pozostaje dla niego nierozwiązaną trudnością.

Co więcej, osłabia to siłę intuicji esencjalistycznej, którą do współczesnej filozofii wprowadził Saul Kripke. W Naming and Necessity argumentował on, że pochodzenie z konkretnej zygoty jest cechą esencjalną dla każdego człowieka. Jak ujął to Kripke, trudno sobie wyobrazić, by ta konkretna osoba (np. Elżbieta II) mogła pochodzić od innych rodziców (Kripke 1980: 112–113). Jednak w przypadku bliźniąt, według samego Lu, żaden z nich nie jest tożsamy z pierwotną zygotą. To podważa uniwersalność zasady Kripkego w jej najprostszej formie: w przypadku bliźniaków esencjalne nie jest pochodzenie z tej konkretnej zygoty, a jedynie pochodzenie z pewnego etapu jej rozwoju.

Wyobraźmy sobie dwóch chłopców, Stasia i Piotrka. Staś jest bliźniakiem jednojajowym (jego bratem jest Jaś), a Piotrek nie. Według Lu, historia ontologiczna Piotrka zaczyna się w momencie zapłodnienia – jest on tożsamy z zygotą, z której powstał. Historia Stasia zaczyna się natomiast później, w momencie podziału zarodka. Oznaczałoby to, że na pytanie „Od kiedy istniejesz?” chłopcy musieliby udzielić różnych odpowiedzi. Ponadto, gdyby matki Stasia i Piotrka w pierwszym tygodniu ciąży poddały się zabiegom, które zniszczyłyby oba zarodki, to według tej ontologii, w przypadku Piotrka byłoby to unicestwienie istniejącego od tygodnia człowieka, a w przypadku Stasia – zniszczenie bytu-poprzednika, z którego dopiero mógłby powstać człowiek (a nawet dwóch). Taka asymetria wydaje się trudna do zaakceptowania i pokazuje, jak wielkie wyzwanie dla spójnej teorii esencjalistycznej stanowi zjawisko bliźniactwa.

Problem ten pogłębia zasada konieczności różności, której bronił Kripke: jeśli dwa byty są różne, to są różne w każdym możliwym świecie (Kripke 1980: 114, przypis 56). Po podziale zarodka mamy dwóch odrębnych ludzi, Stasia i Jasia. Są oni numerycznie różni. Gdybyśmy założyli, że pierwotna zygota przetrwała jako Staś, to Jaś z konieczności nie byłby tożsamy z tą zygotą. Jednakże ich relacja do zygoty jest w pełni symetryczna – nie ma żadnego metafizycznego powodu, by faworyzować jedną z nich. Najbardziej spójnym rozwiązaniem jest więc przyjęcie, że zygota nie jest tożsama z żadnym z bliźniąt, a jej istnienie kończy się w momencie podziału.

Teoretyczne ramy dla tego problemu dostarcza David Wiggins w Sameness and Substance. Uzależnia on tożsamość bytu od właściwego dla niego pojęcia rodzajowego (ang. sortal concept). Jest to kategoria, która udziela ostatecznej odpowiedzi na pytanie „czym jest ten przedmiot?” – w odróżnieniu od pytań o jego cechy czy fazy rozwoju (Wiggins 2001: 21–22). Aby utrzymać tezę o tożsamości zygoty i dorosłego, musielibyśmy uznać, że oba te stadia podpadają pod to samo pojęcie rodzajowe: „organizm ludzki”. Warto jednak odnotować, że sam Wiggins – właśnie ze względu na możliwość podziału – zachowuje wstrzemięźliwość, sugerując, że wczesna zygota może być raczej materiałem, z którego dopiero wyłoni się właściwy organizm (Wiggins 2001: 239).

Argument Lee z plastyczności rozwojowej dotyka właśnie tego miejsca: podważa możliwość zastosowania pojęcia rodzajowe „organizm” do wczesnego stadium rozwoju. Czy mamy tu do czynienia z jednym, zintegrowanym bytem, czy raczej z kolektywem totipotencjalnych komórek, z których organizm dopiero się wyłoni? Różnica między argumentem Lee a klasycznym paradoksem statku Tezeusza jest tu dość wyraźna: Lee nie kwestionuje ciągłości z powodu wymiany materii, ale z powodu faktu, że organizacja wczesnego zarodka wykazuje radykalną plastyczność rozwojową – wczesny zarodek nie ma jeszcze ukonstytuowanej struktury, która definiowałaby go jako ten konkretny organizm.

 

Byt naturalny czy artefakt? Granice kripkeańskiej intuicji

Kripke i Wiggins w swoich teoriach rozróżniają między rodzajami naturalnymi a artefaktami. Ten pierwszy – naturalny, taki jak tygrys czy woda, posiada wewnętrzną, odkrywaną empirycznie esencję. Jego tożsamość jest określona przez strukturę i pochodzenie, które są częścią porządku natury (Kripke 1980: 120–122). W przypadku artefaktu, np. stołu, tożsamość ta jest natomiast w dużej mierze zdeterminowana przez intencję twórcy, funkcję i materialną kompozycję (Wiggins 2001: 91–92).

Argument Lee, nawet jeśli błędny metodologicznie, nieświadomie rzuca wyzwanie temu podziałowi. Opisując zygotę jako plastyczny materiał początkowy, z którego mogłyby powstać różne byty w zależności od przygodnych czynników, Lee przedstawia ją nie jako byt naturalny z wpisaną w siebie teleologią, ale raczej jako surowiec o wielorakim potencjale.

Ta plastyczność jest czymś więcej niż zwykłą potencjalnością, o której piszą obrońcy statusu zygoty. Jak zauważają Bernard Baertschi i Alex Mauron, klasyczny argument z potencjalności zakłada jednokierunkowy rozwój. Tymczasem plastyczność rozwojowa zygoty jest tak radykalna, że pozwala na powstanie różnych bytów, co komplikuje prostą teleologiczną narrację (Baertschi, Mauron 2010: 97).

Wczesny zarodek zaczyna tutaj przypominać bardziej blok drewna, z którego można wyrzeźbić różne stoły, niż młodego tygrysa, który może stać się tylko jednym, konkretnym dorosłym tygrysem.

Zilustruje to przykład dębu, który wyrósł naturalnie z żołędzia – przyjmijmy, że jego tożsamość jest jednoznaczna. Ale mamy też drzewko bonsai, które ogrodnik cały czas kształtuje. Na wczesnym etapie mógł przyciąć jedną gałązkę, a zostawić inną, tworząc w efekcie zupełnie inny kształt drzewka. Czy o tożsamości bonsai rozstrzygają jedynie czynniki naturalne, czy jest ona raczej wynikiem serii interwencji, które realizują jedną z wielu możliwych ścieżek artystycznych? Argument Lee zdaje się sugerować, że wczesny zarodek przypomina bardziej takie właśnie „pre-bonsai”: byt naturalny, którego ostateczna indywidualność jest jednak kształtowana przez przygodne czynniki zewnętrzne w takim stopniu, że trudno mówić o jednej, predeterminowanej tożsamości. Esencją dębu jest po prostu bycie dębem; esencją bonsai jest bycie tym konkretnie ukształtowanym drzewkiem. Pytanie o zygotę sprowadza się więc do tego, do którego z tych modeli jest jej bliżej.

Komplikuje to prostą aplikację intuicji Kripkego o konieczności pochodzenia. Twierdzi on, że stół nie mógłby powstać z innego kawałka drewna, ponieważ jego tożsamość jest związana z jego materialnym początkiem. Ale co, jeśli zygota nie jest jeszcze „stołem”, a dopiero „blokiem drewna”? Być może esencjalne pochodzenie, o którym mówi Kripke, dotyczy dopiero zindywidualizowanego organizmu, który wyłania się z zygoty jako rezultat procesu rozwojowego, a nie samej zygoty.

Spór między Lee a Lu toczy się wokół kategorii ontologicznej, do jakiej należy zygota. Lu i Kripke zdają się zakładać, że od początku jest ona bytem naturalnym z w pełni określoną tożsamością. Lee, poprzez swój argument, sugeruje, że we wczesnej fazie jej status jest bardziej podobny do statusu artefaktu w procesie tworzenia – bytu, którego ostateczna tożsamość nie jest jeszcze zdeterminowana. Tradycyjne kategorie ontologiczne trudno przyłożyć do początku ludzkiego życia.

 

Argument z niepewności normatywnej jako droga wyjścia

Skoro zarówno modalne podejście Lee, jak i esencjalistyczne stanowisko Lu napotykają poważne trudności, pozostajemy w stanie niepewności normatywnej – nie tylko co do faktów empirycznych, lecz również norm i kryteriów, które konstytuują tożsamość, a co za tym idzie – status moralny. Jak argumentują W. MacAskill, K. Bykvist i T. Ord w swojej pracy Moral Uncertainty (2020), taka sytuacja nie zwalnia nas z obowiązku podjęcia racjonalnej decyzji (MacAskill, Bykvist, and Ord 2020: 2).

Choć ich teoria dotyczy szerzej pojętej niepewności normatywnej (obejmującej także np. niepewność co do zasad racjonalności czy logiki), w kontekście sporu o status ontologiczny i etyczny zygoty kluczowa jest analiza traktowanej analogicznie niepewności moralnej, rozumianej jako niepewność co do tego, które twierdzenia lub teorie etyczne są prawdziwe.

Autorzy Moral Uncertainty proponują konkretne narzędzie do rozwiązywania takich dylematów: zasadę „maksymalizacji oczekiwanej wartości wyboru” (ang. Maximize Expected Choice-Worthiness, MEC). Decydent powinien przypisać swoistą wagę (prawdopodobieństwo, ang. credence) konkurencyjnym teoriom etycznym. Ostateczna decyzja nie polega na intuicyjnym podążaniu za teorią, którą uważamy za najbardziej prawdopodobną, lecz na wyborze opcji, która ma najwyższą oczekiwaną wartość moralną po uwzględnieniu stawki, jaką dyktują poszczególne teorie (MacAskill, Bykvist i Ord 2020: 39–43).

 

Mechanizm ten można zilustrować bezpośrednio na przykładzie statusu ludzkiego życia, co autorzy czynią, analizując problem aborcji w odniesieniu do płodu w 20. tygodniu ciąży (MacAskill, Bykvist i Ord 2020: 181). W skrócie ich rozumowanie można przedstawić na podobnym przykładzie. Wyobraźmy sobie osobę, która jest przekonana, że wczesny płód – czy w tym przypadku zygota – nie ma pełnego statusu moralnego. Mimo to, osoba ta nie ma absolutnej pewności; zachowuje niezerowy stopień przekonania (np. 10–20%), że rację mogą mieć zwolennicy poglądu o pełnej ochronie życia od poczęcia. Według teorii permisywnej (tu: zezwalającej na przerwanie ciąży) zniszczenie zygoty jest moralnie neutralne, jednak według teorii konkurencyjnej stanowi ono „poważne zło” (ang. grave wrong). MacAskill, Bykvist i Ord argumentują, że nawet przy stosunkowo niskim prawdopodobieństwie prawdziwości tej drugiej teorii, ogromna negatywna waga przypisana „poważnemu złu” sprawia, że w kalkulacji oczekiwanej wartości wybór ochrony życia staje się opcją racjonalną.

Ostrożność jest w takim rozumieniu wynikiem precyzyjnej kalkulacji ryzyka błędu. W sytuacji, w której spór między stanowiskami takimi jak Lee i Lu pozostaje nierozstrzygnięty, a koszt pomyłki w jedną stronę (zniszczenie istoty ludzkiej) jest nieporównywalnie wyższy niż w drugą (zachowanie przy życiu bytu, który może nie być osobą), racjonalność w warunkach niepewności normatywnej faworyzuje postawę asekuracyjną. Niezależnie więc od ostatecznego werdyktu metafizycznego na rzecz argumentów z plastyczności czy esencjalizmu, sama głębia i trudność tego sporu stają się argumentem o charakterze praktycznym.

Krytyk mógłby podnieść zarzut, że przy wysokim stopniu przekonania o braku podmiotowości zygoty, rachunek ten prowadzi do absurdalnych restrykcji. Jednakże siła argumentu MEC polega na asymetrii błędu: w sytuacji, gdy stawką jest istnienie bytu ludzkiego, nawet niewielki stopień niepewności epistemicznej – uzasadniony choćby trwającym od wieków sporem metafizycznym z istotnymi argumentami za i przeciw – generuje wystarczającą rację normatywną, by powstrzymać się od nieodwracalnego działania. Autorzy odróżniają taką sytuację od problemu „fanatyzmu” (czyli dominacji teorii o znikomym prawdopodobieństwie, ale nieskończonej stawce). O ile skrajnie niszowe poglądy, „w sposób oczywisty nierozsądne (ang. obviously unreasonable), można w procesie decyzyjnym „odfiltrować” (uznając je za wykraczające poza granice racjonalnej debaty), o tyle spór o status ludzki zarodka jest debatą merytoryczną, w której konkurencyjnym teoriom należy przypisać istotną, niezerową wagę (MacAskill, Bykvist i Ord 2020: 28, 152).

Należy jednak zaznaczyć, że autorzy Moral Uncertainty nie opowiadają się za automatycznym aplikowaniem tego prostego wniosku do każdej sytuacji. W dalszej części swoich analiz komplikują ten obraz, wskazując na tzw. efekty interakcji (ang. interaction effects). Zauważają oni, że w rzeczywistym świecie decyzja o urodzeniu i wychowaniu dziecka wiąże się ze znacznymi nakładami finansowymi i czasowymi. Te same zasoby, przekazane na efektywną pomoc humanitarną, mogłyby uratować istnienie wielu innych, już narodzonych osób. Wprowadzenie do rachunku kosztów alternatywnych może sprawić, że w świetle teorii MEC ochrona płodu nie zawsze będzie opcją dominującą (MacAskill, Bykvist i Ord 2020: 191–192).

Niemniej jednak, uwzględnienie tych dodatkowych czynników zmienia strukturę rozumowania, ale nie znosi problemu niepewności, tylko go przesuwa. W kontekście czysto ontologicznego sporu o status zygoty, argument z niepewności normatywnej (oparty o zasadę MEC) pokazuje, że brak pewności co do tożsamości nie oznacza braku racjonalnych przesłanek do działania. Jeśli wyizolujemy problem statusu ontologicznego, to sama niepewność co do tego, czy niszczymy materiał biologiczny, czy człowieka, generuje silną rację na rzecz ostrożności.

 

Podsumowanie

Pytanie o status zygoty odsłania napięcie w metafizyce: czy tożsamość bytu definiowana jest przez jego trajektorię w przestrzeni możliwości (podejście modalne), czy przez jego wewnętrzną naturę (podejście esencjalistyczne). Żadne z tych stanowisk nie wydaje się w pełni satysfakcjonujące w odniesieniu do zygoty. Krytyka Fine’a podważa metodę Lee, ale trudności związane z bliźniactwem osłabiają prostą aplikację esencjalizmu w duchu Kripkego i Wigginsa.

W obliczu tej ontologicznej niepewności ważne jest sformułowanie i zastosowanie zasad racjonalnego wyboru. Choć – jak pokazują MacAskill i współautorzy – ostateczna kalkulacja moralna może zależeć od wielu czynników kontekstowych, to sama nierozstrzygalność sporu metafizycznego przestaje być paraliżująca. Ryzyko popełnienia błędu ontologicznego, polegającego na zniszczeniu istoty, która mogłaby być nami, staje się autonomiczną przesłanką w dyskursie etycznym, sugerującą – przynajmniej prima facie, bez uwzględnienia kosztów alternatywnych – postawę asekuracyjną.

 


Bibliografia

 

Baertschi, B., Mauron, A. (2010), Moral Status Revisited: The Challenge of Reversed Potency, „Bioethics” 24(2), 96–103.

Baker, L. R. (2007), The Metaphysics of Everyday Life, Cambridge: Cambridge University Press.

Eberl, J. T. (2000), The Beginning of Personhood: A Thomistic Biological Analysis, „Bioethics” 14(2), 134–157.

Fine, K. (1994), Essence and Modality, „Philosophical Perspectives” 8, 1–16.

Kripke, S. (1980), Naming and Necessity, Cambridge, MA: Harvard University Press.

Lee, C. (2022), I Am Not the Zygote I Came from Because a Different Singleton Could Have Come from It, „The Philosophical Review” 131(3), 295–325.

Lu, M. (2013), The Ontogenesis of the Human Person: A Neo-Aristotelian View, „The National Catholic Bioethics Quarterly” 13(1), 96–117.

MacAskill, W., Bykvist, K., Ord, T. (2020), Moral Uncertainty, Oxford: Oxford University Press.

Marquis, D. (1989), Why Abortion is Immoral, „The Journal of Philosophy” 86(4), 183–202.

Wiggins, D. (2001), Sameness and Substance Renewed, Cambridge: Cambridge University Press.

 


Jarosław Herman – absolwent elektroniki i telekomunikacji na AGH. Student filozofii na UJ. Przygotowuje pracę magisterską z zakresu filozofii politycznej Edyty Stein. Redaktor w Instytucie Tertio Millennio. Interesuje się filozofią człowieka, bioetyką i nowymi technologiami.


Artykuł otrzymał I nagrodę w konkursie czasopisma „Filozofia w Praktyce” na najlepszy studencki esej dotyczący filozofii praktycznej w roku 2025.


This research has received funding from the European Research Council (ERC) under the European Union’s Horizon 2020 research and innovation programme (grant agreement No 805498).


Photo by Steve Johnson on Unsplash


Czytaj powiązane artykuły

Autonomia kontra paternalizm, czyli spór o surogację

Nie ulega wątpliwości, że tematyka reprodukcji cieszy się wielką popularnością w polskiej debacie publicznej. Dyskusję prowokują...

avatar Natalia Witosza 23 Maja 2025

O nudzie, czyli krytyka paradygmatu ciągłej produktywności

Nuda towarzyszy nam od zarania dziejów, choć przez większość czasu traktujemy ją jako niepożądany element codzienności....

avatar Emilia Gałysz 28 Kwietnia 2025

Technologie czytające w myślach a prywatność stanów mentalnych

Postępujący rozwój technologii związanych z bardziej precyzyjnym wglądem w funkcjonowanie ludzkiego mózgu daje nam nadzieję na...

avatar Alicja Caban avatar Maciej Padarz avatar Marta Rybarczyk 26 Marca 2025