Maciej Juzaszek

Po co nam prywatność?

Tom 2 (2016), Artykuł 9 Brak komentarzy

Czy nie przeceniamy roli, jaką pełni nasza prywatność? Paweł Grabarczyk w swoim niedawnym tekście na tym portalu zaproponował eksperyment myślowy, w którym mielibyśmy wyobrazić sobie utopię pełnej jawności – świat, w którym kamery są wszechobecne i towarzyszą nam na każdym kroku, a wszyscy mają równy dostęp do obrazu i historii nagrań. Według Grabarczyka, utopia taka byłaby światem nie gorszym, a być może nawet lepszym od obecnego. Prywatność byłaby zbędna, a jej idea nie dawałaby się racjonalnie uzasadnić. Czy rzeczywiście w świecie pełnej jawności prywatność nie miałaby sensu? Według mnie odpowiedź na to pytanie brzmi: zdecydowanie nie. Prywatność jest emanacją naszej wolności osobistej, a za jej ochroną stoją dobre racje, które nie zniknęłyby nawet w utopii pełnej jawności. Przy okazji ostatnich dyskusji dotyczących tzw. ustawy inwigilacyjnej, ważne jest by przypomnieć argumenty uzasadniające nasz interes w ochronie prywatności, nie tylko przed wścibskimi współobywatelami, ale również przed nadmierną ingerencją aparatu państwowego.

Za prywatnością przemawiać mogą racje zarówno negatywne, jak i pozytywne. Pierwsza kategoria cechuje się tym, że prywatność stanowi w ich świetle jedynie środek zastępczy chroniący przed negatywnymi zjawiskami społecznymi, przede wszystkim opresją ze strony otoczenia. Gdyby jednak udało się wyeliminować te zjawiska innymi środkami, prywatność nie byłaby już potrzebna. Druga kategoria racji odnosi się do istotnych dla nas wartości oraz relacji społecznych zakorzenionych w prywatności. Bez prywatności byłyby one zagrożone. Według Grabarczyka, w utopii pełnej jawności zarówno racje pozytywne, jak i negatywne byłyby za słabe, żeby uzasadnić utrzymanie prywatności. I właśnie to budzi moje główne obiekcje. By przeciwstawić się temu stanowisku, sięgnę do teorii prywatności zaproponowanej ostatnio przez amerykańskiego filozofa prawa Andrei Marmora.

Prywatność, wedle Marmora, pozwala na kontrolę sposobu, w jaki prezentujemy się innym ludziom. Prawo do prywatności, jako emanacja naszej wolności negatywnej, chroni przed niedozwolonymi sposobami uzyskiwania informacji na nasz temat. Nie chodzi tu zatem o sam fakt posiadania informacji. Dana osoba może posiadać wiedzę na temat nawet najbardziej wstydliwych dla mnie faktów, lecz nie łamie tym samym mojego prawa do prywatności, jeśli tylko weszła w posiadanie tych informacji w dozwolony sposób. Na przykład, Andrzej nie naruszy prywatności Jacka, jeśli dowie się o skrzętnie ukrywanym romansie Jacka i Marysi z SMS-a przysłanego mu przez pomyłkę przez Jacka. Jeśli jednak Andrzej przeglądałby zawartość komórki Jacka bez jego wiedzy i zgody i znalazł tam wiadomość do Marysi, byłoby to nieuprawnionym wkroczeniem przez Andrzeja w prywatność Jacka. W utopii pełnej jawności prawo do prywatności (przynajmniej w zakresie informacji rejestrowanych przez wszechobecne kamery) po prostu by nie obowiązywało, gdyż żaden sposób zdobycia informacji z jakiejkolwiek kamery nie byłby niedozwolony. Uważam jednak, że w takim świecie utracilibyśmy coś bardzo cennego.

Prywatność rozumiana na sposób Marmora pozwala na ukrycie przed oczyma innych tego, co uważamy, że powinno zostać ukryte. I nie chodzi tu bynajmniej o nasze niecne zamiary, ale na przykład o czynności intymne, nie tylko takie jak defekacja czy seks, ale również płacz. Zdecydowana większość z nas czułaby się co najmniej nieswojo ze świadomością bycia obserwowanym podczas tych czynności, dlatego właśnie chowamy je za parawanem prywatności. Zwolennik utopii pełnej jawności stwierdziłby zapewne, że robimy to, gdyż boimy się opresji ze strony innych: wyśmiewania, obgadywania czy wytykania palcami na ulicy. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy gdybyśmy uzyskali zapewnienie otoczenia, że całkowicie akceptuje nasze intymne czynności i nie musimy się z nimi kryć, to czy bylibyśmy w stanie wykonywać je publicznie? A nade wszystko, czy chcielibyśmy to robić? Większość z nas zapewne by nie chciała lub chociaż pragnęła mieć możliwość ukrycia się, gdy poczujemy taką potrzebę. Oczywiście można zadać sobie pytanie, czy nasz silny opór w tym zakresie wynika z naszych uwarunkowań ewolucyjnych czy może z konwencji społecznych. Jednak, jak słusznie zauważa Marmor, nie wydaje się to mieć właściwie większego znaczenia. Istotny jest już sam fakt, że zachowanie tego rodzaju intymności jest dla nas istotne i chcemy, by tak pozostało, nawet jeśli mielibyśmy świadomość, że jesteśmy wolni od krytyki czy wyśmiania.

Prywatność niesie jednak ze sobą coś o wiele bardziej istotnego. Jak wskazuje James Rachels, pozwala ona zawiązywać pewne relacje społeczne, jak np. przyjaźń czy miłość, oraz różnicować i hierarchizować je. Dokonujemy tego bowiem, między innymi, dopuszczając wybrane przez nas osoby do różnych aspektów naszej prywatności. Koledze z pracy ujawniamy mniej z naszego życia prywatnego niż przyjacielowi, zaś z pewnych spraw zwierzamy się tylko partnerowi. Mając kontrolę nad sferą naszej prywatności, mamy również kontrolę nad naszymi relacjami z innymi ludźmi. Grabarczyk nie zgadza się z tym poglądem, twierdząc, że „nawet jeśli każdy człowiek wie o moich problemach, marzeniach i zachowaniach, nie oznacza to jeszcze, że każdy człowiek aktywnie współuczestniczy w moim życiu.” To oczywiście prawda. Powstaje jednak pytanie, czemu mielibyśmy chcieć świata, w którym każdy wie o naszych problemach, marzeniach i zachowaniach w takim samym stopniu? Pewne relacje są dla nas wartościowe między innymi dlatego, że dopuszczamy drugą osobę do pewnych intymnych aspektów naszego życia. Czy ludzie uprawiają ze sobą seks na osobności wyłącznie dlatego, że wstydzą się czynić to na oczach innych? Zapewne nie. Intymność nie jest bowiem traktowana jedynie jako ochrona przed wstydem, ale również element konstytutywny relacji, która łączy dwoje ludzi. Zakochana para najczęściej chce kochać się po prostu ze sobą, bez tysięcy podglądających ich przez kamery oczu.

Warto również odpowiedzieć na pewne argumenty przytaczane za utopią pełnej jawności. Jeden z nich, zaprezentowany przez Grabarczyka, dotyczy eliminacji większości przestępstw oraz wielu niemoralnych czynów. Pochylmy się najpierw nad problemem kłamstw czy zdrad. Wedle Grabarczyka, osoby kłamiące lub zdradzające musiałyby liczyć się z faktem, że zdarzenia, które starają się ukryć, rejestrowane są przez kamery i łatwo dotrzeć do prawdy. Sama świadomość tego faktu działałaby już w sposób prewencyjny. Argument ten ma jednak pewne wady, zakłada bowiem, że jawność danego zdarzenia zawsze będzie skutkowała tym, że jakiś podmiot je zaobserwuje. To jednak niezwykle nierealistyczne założenie. To, że obraz z rozmieszczonych wszędzie kamer byłby publicznie dostępny, nie oznacza jeszcze, że ktoś by go oglądał. Przy tak ogromnej ilości osób zamieszkujących Ziemię bardzo łatwo byłoby pozostać anonimowym. Ludzie skupialiby się zapewne na oglądaniu prywatnego życia celebrytów, ale nie ma co liczyć na to, że ktoś nawet sporadycznie oglądałby nagrania z życia wszystkich, zwykłych, anonimowych ludzi. Czemu miałbym oglądać obraz z kamery umieszczonej w kuchni Jana Kowalskiego mieszkającego w Płocku? Być może wydaje się on tak nudny, że nawet jego najbliżsi sąsiedzi nie są zainteresowani jego osobą i życiem. Istnieje duża szansa, że nikt nigdy nie obejrzałby obrazu z kamery w jego kuchni i nikt nie dowiedziałby się, że zdradza on żonę z sąsiadką. Kowalski mógłby zatem kalkulować, że pomimo rejestracji zdrad przez kamery i tak pozostanie on anonimowy, jeśli tylko nie wzbudzi u żony czy sąsiadów nadmiernych podejrzeń. Jeśli chodzi o przestępstwa, wątpliwe jest założenie Grabarczyka, że pełna wykrywalność przestępstw post factum niemal w pełni wyeliminuje ich popełnianie. Wiele osób popełnia przecież przestępstwa pod wpływem silnych emocji, np. w zemście czy w afekcie, lub liczy się z tym, że zostaną złapane, np. terrorysta chcący dokonać zamachu w miejscu publicznym w celu manifestacji politycznej.

Inny argument przemawiający za utopią całkowitej jawności stanowi, że nareszcie zagwarantowana zostałaby równość w dostępie do informacji. Nikt bowiem nie byłby uprzywilejowany w dostępie do danych zarejestrowanych przez kamery – żadna jednostka, żadna korporacja, żadna służba, żadne państwo. Firma nie mogłaby wykorzystywać przeciwko swojemu kontrahentowi tajnych informacji na jego temat, gdyż nic nie byłoby zatajone. Ten argument również nie przekonuje. Formalna równość dostępu do informacji nie jest bowiem równoznaczna z równością materialną. Z jednej strony, to prawda, że zarówno otwierający nowy biznes Jan Kowalski, jak również wielkie korporacje, takie jak Facebook czy Google, miałyby w utopii pełnej jawności równy dostęp do danych o potencjalnych klientach. Problem stanowiłaby skala tych danych. By móc je przeszukiwać, selekcjonować, klasyfikować czy gromadzić konieczny byłby ogromny potencjał technologiczny oraz finansowy, w którego posiadaniu byłyby wyłącznie państwa oraz wielkie i bogate przedsiębiorstwa, a nie większość jednostek. W utopii pełnej jawności przeciętna osoba miałaby jeszcze mniej szans w rywalizacji z wielkimi podmiotami niż obecnie. Dziś przynajmniej możemy często zasłonić się naszym prawem do prywatności i zażądać usunięcia informacji o nas z wyszukiwarki czy portalu społecznościowego.

Wskazane wyżej powody pokazują, dlaczego prywatność pełni w naszym życiu istotną funkcję, zarówno pozytywną, jak i negatywną. Prywatność jest dla nas ważna, gdyż wyrównuje nierówności w dostępie do informacji, pozwala na ukrycie wstydliwych aspektów naszego życia i … i budowanie intymnych relacji społecznych. W świecie pełnej jawności nie byłoby to możliwe, a przez to nie byłby on zachęcający, wręcz przeciwnie – okazałby się o wiele uboższy i opresyjny dla każdego z nas.

Literatura

J. DeCew, Privacy, w: E. Zalta (red.), The Stanford Encyclopedia of Philosophy.

P. Grabarczyk, Świat jawności całkowitej, czyli o roli prywatności w życiu społecznym, „Diametros” 36 (2013): 62-80, doi: 10.13153/diam.36.2013.51 9

A. Marmor, What Is the Right to Privacy?, „Philosophy and Public Affairs” 43/1 (2015): 3-26, doi: 10.5840/jphil20121095/615

J. Rachels, Why Privacy Is Important, „Philosophy and Public Affairs” 4 (1975): 323-333.

Social Dimensions of Privacy: Interdisciplinary Perspectives, B. Roessler, D. Mokrosińska (red.), Cambridge University Press, Cambridge 2015.


Maciej Juzaszek – asystent naukowy oraz doktorant w Zakładzie Badań nad Etyką Zawodową w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Jagiellońskiego, a także doktorant w Katedrze Teorii Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

Podobne artykuły