Czy powinniśmy przestać mówić o „fake newsach”?

W debacie publicznej powraca przekonanie, że fake newsy to istotny problem. A czym w ogóle są „fake newsy”? Do czego odwołuje się osoba, gdy mówi, że należy walczyć z „fake newsami”? Wbrew pozorom nie jest to tylko suche pytanie o definicję. Jesteśmy świadkami istotnych dyskusji dotyczących uregulowania sfery cyfrowej i zarządzania mediami społecznościowymi. Od udzielonej odpowiedzi zależy repertuar rozwiązań i interwencji w poradzeniu sobie z problemem dezinformacji. O ile zgadzamy się w ogóle, że problem istnieje.

W poniższym eseju odniosę się do trwającej w filozofii języka debaty dotyczącej tego, czy powinniśmy całkowicie wyrzucić „fake newsy” z naszego słownika. Postaram się przekonać czytelnika, że to przydatna etykieta, choć powinniśmy nieco zmienić zasady jej   używania.

 

Czym w ogóle jest „fake news”?

W Wielkim Słowniku Języka Polskiego czytamy[1], że jest to „nieprawdziwa informacja podana do publicznej wiadomości”. Ale czy ten opis wyjaśnia wszystko co jest do wyjaśnienia? W potocznym użyciu pojęcie to bywa stosowane jako ogólne określenie wszystkich informacji, które są „w jakiś sposób złe lub nieodpowiednie”.

Zauważmy, że nie możemy łatwo rozpoznać, czy rozmówca odnosi się na przykład do: (1) właściwości „bycia fałszywym i przedstawianym jako news”, (2) właściwości „bycia twierdzeniem z fałszywych źródeł”, (3) właściwości „bycia wiadomością, która powoduje mylne przekonania” lub (4) właściwości „bycia wiadomością, która jest rozpowszechniana bez zważania na prawdę”. Powyższe opisy wydają się adekwatne, ale nie pokrywają się ze sobą. Można podejrzewać, że ludzie mają sprzeczne przekonania co do znaczenia pojęcia „fake news”.

Do jego rozwodnienia przyczyniają się politycy. Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalne wykorzystanie tego terminu można przypisać Donaldowi Trumpowi, który hasłem „You are fake news!”[2] zbywał krytyczne wobec niego stacje medialne. W polskim kontekście pojęcia fake news używali premier Mateusz Morawiecki („Polexit to fake news!”) [3] oraz minister Zbigniew Rau, który nazwał doniesienia o aferze w jego resorcie „kaskadą fake newsów”[4]. W powyższych przykładach nie jest jasne, na jakiej opierali się definicji.

 

Czy „fake news” to zbędne pojęcie?

Wśród filozofów pojawiają się głosy, że powinniśmy przestać korzystać z tej kategorii. Konkretne zarzuty przedstawił Habgood-Coote w artykule „Stop talking about fake news!”, gdzie przekonywał, że pojęcie to jest (1) bezsensowne, (2) niepotrzebne i (3) propagandowe (Habgood-Coote 2019). Jego pierwszy argument zarysowałem już powyżej – to pojęcie bez sensu, ponieważ nie ma dobrej definicji, co do której ludzie się zgodzą.

Co więcej, nawet gdybyśmy wypracowali definicję tego pojęcia, to wciąż będzie niepotrzebne, bo mamy już znacznie lepsze słowa na określanie oszustw w komunikacji. To nie koniec, jego zdaniem to pojęcie jest wręcz szkodliwe i służy jako narzędzie propagandowe do krytyki mediów głównego nurtu. Do tych argumentów wrócę w dalszej części tekstu.

 

Czy warto mówić o „fake newsach”?

Zajmijmy się pierwszym zarzutem. Pomimo braku jednej spójnej definicji, zgodzimy się, że „fake newsy” to coś więcej niż tylko nieprawdziwe informacje. O wiele łatwiej byłoby po prostu wskazać palcem na wszystkie błędne informacje i nazywać je nieprawdziwymi. Nie musielibyśmy tworzyć do tego kolejnego terminu.

Gdy wypowiadamy słowa „fake news”, przekazujemy komunikat nie tylko o prawdziwości wiadomości, ale także o jej pochodzeniu. Podkreślamy, że fałszywa treść (która mogłaby być po prostu oznaczona jako „nieprawdziwa”) została celowo wyprodukowana. Jest to „podróbka”, podobnie jak podrobiony obraz. Tym samym głównym zastosowaniem tego terminu jest wyodrębnianie dezinformacji, czyli fałszywych informacji stworzonych ze szkodliwymi intencjami i opublikowanych w formacie dziennikarskim (Wardle i Derakhshan 2018).

 

Kiedy warto mówić o „fake newsach”?

Przejdźmy do drugiego zarzutu Habgood-Coote’a. Jego zdaniem, nawet jeśli dojdziemy do porozumienia w kwestii definicji, to wciąż będzie to pojęcie niepotrzebne. Jak wyjaśnia: „Mamy już mnóstwo słów, by mówić o oszustwie, błędnej komunikacji i dysfunkcji epistemicznej. Możemy mówić o kłamstwach, wprowadzaniu w błąd, bzdurach, fałszywych twierdzeniach, fałszywych implikacjach, byciu niewiarygodnym, zniekształcaniu faktów, byciu stronniczym, propagandzie i tak dalej” (Habgood-Coote 2019, s. 15).

Autor ma rację. Co nam po terminie, który nie wnosi nic nowego? W takim razie poszukajmy zastosowania. Zauważmy, że nazwanie czegoś „fake newsem” to nie tylko wyodrębnienie i zaklasyfikowanie tego do „gatunku fake newsów” (Egelhofer i Lecheler 2019). Główną konsekwencją tej etykiety jest obniżenie wiarygodności źródła, które opublikowało daną informację. To akt mowy, który przekazuje innym osobom dowody wyższego rzędu na temat jej wiarygodności.

Jak to działa? Pomocna jest tu teoria aktów mowy wypracowana przez Johna Austina, wedle której powiedzenie czegoś potrafi konstytuować zrobienie czegoś w świecie (Austin, 1975). Zdanie „Biorę cię za żonę” wypowiedziane na ślubnym kobiercu nie służy do opisu czynności, lecz samo jest czynnością.  Wprowadza efekty i zmiany w świecie. Podobnie dzieje się, gdy składamy przysięgę: „Obiecuję, że oddam ci pieniądze za tydzień”. Tak sformułowany akt mowy posiada moc illokucyjną i perlokucyjną. Pierwsza odnosi się do intencji przedstawionej przez mówcę w wypowiadaniu pewnych słów, a druga dotyczy działania i potencjalnego wpływu na rozmówcę.

 

W jaki sposób „fake news” działa jako akt mowy?

Osoba, która nazywa coś „fake newsem”, nie tylko dokonuje opisu, ale także zarazem ujawnia swój zamiar obniżenia wiarygodności źródła odnośnej informacji (efekt illokucyjny), jak i aktywnie próbuje podważyć jego wiarygodność w oczach innych ludzi (efekt perlokucyjny). Dowody przekazywane przez akt mowy nie dotyczą prawdziwości lub fałszywości wiadomości, ale ich rzetelności i autentyczności. To dowody wyższego rzędu. Czym są?

To koncepcja wypracowana przez Neila Levy’ego w książce „Bad Beliefs”, gdzie definiuje je następująco: „Dowody wyższego rzędu to dowody, które dotyczą nie kwestii, o których próbujemy wyrobić sobie zdanie, ale wiarygodności dowodów pierwszego rzędu i tego, jak inni ludzie reagują na te dowody” (Levy 2021, s. xiii). Jego zdaniem indywidualnie nie jesteśmy w stanie sformułować przekonania na każdy możliwy temat. Często zdajemy się na osoby, które uznajemy za ekspertów posiadających wiedzę w interesującej nas dziedzinie.

Operując na tej koncepcji Levy wyjaśnia, czemu ludzie mają nieuzasadnione epistemicznie przekonania, czyli poglądy sprzeczne ze stanowiskiem odpowiednich autorytetów epistemicznych. Przykładem wyznawców takich poglądów są tu osoby podważające realność zmian klimatycznych lub sceptyczne wobec szczepionek. Zdaniem filozofa, nasze „środowisko epistemiczne” jest zanieczyszczone problematycznymi wskazówkami, które zachęcają ludzi do pokładania zaufania w niewłaściwych osobach i źródłach informacji.

Według Levy’ego rozwiązanie problemu błędnych przekonań wymaga dostarczenia ludziom lepszych dowodów wyższego rzędu i oczyszczenia środowiska epistemicznego (Levy 2021). Zgadzam się z tą propozycją. Tutaj leży szukana przez nas funkcja terminu „fake news”. Dostarcza on innym ludziom dowodów wyższego rzędu za tym, że dana informacja powinna być traktowana z ostrożnością.

 

A co z potencjałem do nadużyć?

To pozostawia nas z ostatnim wyzwaniem rzuconym przez Habgood-Coote’a. Słusznie zauważa on, że „fake news” jako epistemiczna obelga ma wiele zastosowań propagandowych, a argumenty odwołujące się do „fake newsów” były wykorzystywane przez opresyjne reżimy[5] do tworzenia restrykcyjnego prawa[6] lub przez populistów do podważania niekorzystnych dla nich punktów widzenia (Habgood-Coote 2019, 2022). Dobrym przykładem jest tutaj przywołany na początku eseju Donald Trump.

Faktycznie, propagandyści, szarlatani i dezinformatorzy również odwołują się do tego terminu. Powszechność jego użycia wprowadza do środowiska epistemicznego więcej zanieczyszczenia, niż zeń eliminuje. I nawet jeśli osoba, która krytykuje np. świat nauki jest w naszych oczach problematyczna dokładnie dlatego, że używa terminu „fake news” w błędny sposób, przyczynia się ona mimo wszystko do zniekształcenia jego znaczenia.

Uważam, że termin „fake news” da się uratować, choć droga ku temu może okazać się trudna i kontrowersyjna. Musimy ograniczyć jego potencjał jako aktu mowy i wypracować system komunikacji, w którym posiada on moc perlokucyjną tylko wtedy, gdy wypowiada go odpowiednia osoba. Szukamy tu grupy, która potrafi odeprzeć zarzuty o stronniczość, utrzymać wiarygodną reputację oraz nienaganną przejrzystość pracy. Jako kandydatów typuję profesjonalnych fact-checkerów, czyli weryfikatorów zaangażowanych w walkę przeciwko dezinformacji.

 

A kto weryfikuje weryfikatorów?

Parafrazując stare pytanie „Quis custodiet ipsos custodes?” (łac. „Kto będzie strzegł samych strażników?”) możemy słusznie zapytać o to, kto będzie pilnował naszych „dostawców dowodów wyższego rzędu”. Obecnie robią to sami. W społeczności zajmującej się fact-checkingiem wprowadzane są oddolne regulacje[7]. Weryfikatorzy spotykają się, aby poprawiać jakość swojej pracy i metodologii oraz zobowiązują się wzajemnie do pełnej przejrzystości i neutralności[8]. Widzimy inicjatywy takie jak International Fact-Checking Network (IFCN)[9] i European Fact-Checking Standards Network (EFCSN)[10], które nakładają wysokie standardy i wymogi na instytucje chcące zaangażować się w fact-checking.

Oczywiście my sami mamy prawo od weryfikatorów wiele wymagać. Wśród oczekiwań warto wymienić politykę jawnych korekt, przyznawania się do błędów, transparentności pracy i finansowania czy prawa do wyjaśnienia werdyktu lub odwołania od decyzji. To otwarta lista, nad którą wspólnie pracować mogą weryfikatorzy oraz my, czyli ich odbiorcy.

Podsumowując, zwrot „fake news” to akt mowy, który pozwala wymieniać się dowodami wyższego rzędu dotyczącymi wiarygodności informacji i przydatne narzędzie do sprzątania w naszym środowisku epistemicznym. Pomimo tego, aby ustrzec się przed nadużyciami, powinniśmy ograniczyć jego siłę. Stworzenie zaproponowanego przeze mnie systemu komunikacji stanowi rodzaj kontroli dostępu (gatekeeping) w stosowaniu tego terminu, lecz wierzę, że jest to warty podjęcia projekt, który pozwoli na skuteczną walkę z dezinformacją.

 


Bibliografia

Austin, J. L. (1975). How to do things with words (Vol. 88). Oxford university press.

Egelhofer, Jana Laura, and Sophie Lecheler. 2019. “Fake News as a Two-Dimensional Phenomenon: A Framework and Research Agenda.” Annals of the International Communication Association 43(2):97–116.

Habgood-Coote, Joshua. 2019. “Stop Talking about Fake News!” Inquiry 62(9–10):1033–65.

Habgood-Coote, Joshua. 2022. “Fake News, Conceptual Engineering, and Linguistic Resistance: Reply to Pepp, Michaelson and Sterken, and Brown.” Inquiry 65(4):488–516.

Levy, Neil. 2021. “Bad Beliefs: Why They Happen to Good People.”

Wardle, Claire, and Hossein Derakhshan. 2018. “Thinking about ‘Information Disorder’: Formats of Misinformation, Disinformation, and Mal-Information.” Journalism,‘Fake News’& Disinformation 43–54.


Piotr Litwin – Absolwent kognitywistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Członek Collegium Invisibile. Żywo zainteresowany epistemologią społeczną, etyką przekonań oraz problematyką dezinformacji. Obecnie zajmuje się fact-checkingiem w Stowarzyszeniu Demagog oraz prowadzi warsztaty i szkolenia w Akademii Fact-checkingu. W wolnych chwilach tańczy bachatę.


Artykuł otrzymał pierwszą nagrodę w konkursie czasopisma „Filozofia w Praktyce” na najlepszy studencki esej dotyczący filozofii praktycznej w roku 2023.


This research has received funding from the European Research Council (ERC) under the European Union’s Horizon 2020 research and innovation programme (grant agreement No 805498).


[1] https://wsjp.pl/haslo/podglad/87931/fake-news

[2] https://www.youtube.com/watch?v=Vqpzk-qGxMU

[3] https://www.rp.pl/polityka/art19002341-mateusz-morawiecki-polexit-to-fake-news-to-szkodliwy-mit

[4] https://wiadomosci.radiozet.pl/polska/polityka/afera-wizowa-minister-rau-przerywa-milczenie-kaskada-fake-newsow

[5] https://ipi.media/russia-further-tightens-already-repressive-fake-news-and-discreditation-laws/

[6] https://innovating.news/article/most-fake-news-legislation-risks-doing-more-harm-than-good-amid-a-record-number-of-elections-in-2024/

[7] https://www.nask.pl/pl/wlaczweryfikacje/kodeks-dobrych-praktyk/4991,Kodeks-Dobrych-Praktyk.html

[8] https://demagog.org.pl/analizy_i_raporty/kto-sprawdza-fact-checkerow-o-pracy-organizacji-fact-checkingowych/

[9] https://www.poynter.org/ifcn/

[10] https://efcsn.com/code-of-standards/


Czytaj powiązane artykuły

Bądźmy konsekwentni: niejasny status płodu w polskim systemie pra...

Prawo aborcyjne w Polsce, zwłaszcza od czasu słynnego już wyroku Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej z 2020...

avatar Zofia Piwowarska 25 Września 2023

Czy pacjentom w stanie śmierci mózgu można zaszkodzić?

Większość narządów do transplantacji jest pobierana od pacjentów zmarłych, których śmierć została stwierdzona w oparciu o...

avatar Zofia Domagalska 11 Września 2023

Samochód jako artefakt polityczny – czy rządzą nami maszyny?

W 1894 roku, kiedy transport wciąż opierał się na wozach i karetach ciągniętych przez konie, w...

avatar Damian Żarczyński 04 Września 2023