bohuszewicz
Jakub Bohuszewicz

Źródła terroryzmu: islam czy wyobrażone pokrewieństwo?

Tom 3 (2017), Artykuł 3 komentarzy 9

Najważniejszym źródłem aktów terroru popełnianych przez niektórych muzułmanów jest religia – to jedna z głównych tez książki Sama Harrisa Koniec wiary. Podobne stanowisko zajmuje Richard Dawkins w książce Bóg urojony. Zdaniem obu autorów główną przyczyną przemocy, której dopuszczają się niektórzy muzułmanie, jest fundamentalizm religijny, czyli konsekwentne trzymanie się podstawowych twierdzeń islamu.

Jedno z tych twierdzeń dotyczy śmierci męczeńskiej jako jedynego sposobu na ominięcie przykrego procesu Sądu Ostatecznego. Męczennicy, którzy oddają życie za wiarę, zamiast gnić w ziemi czekając na wskrzeszenie i przesłuchanie, od razu po śmierci trafią do raju, gdzie – jak podaje Sura 4,57 – będą przebywać na wieki pośród „małżonek bez skazy”. Inne twierdzenie odrzuca podział na religijną sferę prywatną i świecką władzę polityczną. A skoro wiara religijna jest sprawą na wskroś polityczną, skąd już tylko o krok do uznania potrzeby militarnej przemiany świata w Dom islamu (Dar al-islam) głoszonej przez salaficki dżihadyzm.

Zwolennicy tezy o istnieniu umiarkowanej, oświeconej wersji tej religii cytują niekiedy Surę 2,257, głoszącą, że „[w] religii nie ma przymusu”. Jak jednak argumentuje Dawkins we wspomnianej książce, podstawą egzegezy islamu jest reguła abrogacji (naskh), zgodnie z którą fragmenty takie jak powyższy zostają „uchylone” przez fragmenty spisane później, do których należą na przykład Sura 2,192: „[a] zabijajcie tych grzeszników zawsze, gdy ich spotkacie, oraz wypędzajcie ich stamtąd, skąd oni przedtem wypędzali was” oraz Sura 9:123 wzywająca do walki z „niewiernymi, którzy są blisko was”.

Rozumiany jako konsekwentna religijność, islamski fundamentalizm odrzuca więc podział na umiarkowany i radykalny islam, zastępując go rozróżnieniem na islam i nie-islam. Dla muzułmanina starającego się żyć według litery Koranu i hadisów (czyli krótkich opowiadań relacjonujących słowa i czyny Mahometa), osoba o umiarkowanych poglądach – dążąca, na przykład, do jego depolityzacji lub uznania religii za sprawę prywatną – jest, jakby powiedział Shadi Hamid, analityk Brookings Institution, kimś oderwanym od rzeczywistości. Harris dodałby, że taka osoba jest „nieudanym fundamentalistą”, a islam umiarkowany to wytwór świeckiej wiedzy i biblijnej ignorancji, a nie ewolucji religii.

Pogląd Dawkinsa i Harrisa – nazwijmy go hipotezą wiary religijnej – jest znany i rozpowszechniony, a ich książki utrzymywały się przez wiele tygodni na czołowych miejscach list bestsellerów. O jego popularności świadczy również oskarżanie Harrisa przez amerykańską lewicę o „legitymizowanie islamofobii” Donalda Trumpa. Na czym miałoby polegać to legitymizowanie? Koniec wiary to apel o polityczne okiełznanie islamu. Państwo nie powinno być neutralne wobec religii, według której o tolerancji będzie można mówić dopiero wtedy, gdy niemuzułmanie zostaną – jak pisze Harris we wspomnianej książce – „politycznie i ekonomicznie podporządkowani, nawróceni lub wycięci w pień”. Religia jest źródłem muzułmańskiego terroryzmu, a rozwiązanie tego problemu wedle Harrisa wymaga walki nie tyle z ekstremistami, którzy przywłaszczyli sobie religię, co z islamem jako takim.

Hipotezę wiary religijnej odrzuca Scott Atran, krytykujący również ideę walki z islamem jako remedium na muzułmański terroryzm. Jego argumentacja jest mniej znana, dlatego poświęcę jej więcej miejsca.

Podczas publicznej dyskusji z Dawkinsem w 2006 roku Atran stwierdził, że źródłem przemocy religijnej jest nie tyle sama religia, co dynamika grupowa. Potraktujmy to jako jego tezę. Terroryści samobójcy skupiają się w niewielkich, homogenicznych grupach mających podobne zwyczaje (ubiór, jedzenie, kibicowanie jednej drużynie sportowej itp.). Jak Atran uzasadnia ten pogląd? W dyskusji z Dawkinsem stwierdza:

Tworzą oni [terroryści – J.B.] grupy fikcyjnych krewnych, zachowujących się jak rodzina […] i poświęcających się dla siebie, tak jak matka poświęca się dla swoich dzieci […]. Moim zdaniem to lepiej wyjaśnia ich zachowania niż system wierzeń.

Hipoteza wiary religijnej nie tłumaczy licznych obserwacji i faktów dotyczących terrorystów muzułmańskich. Oto niektóre z nich:

* pytani o islam członkowie ISIS, z którym Atran rozmawiał w Iraku, mieli bardzo ogólne pojęcie o tej religii. Nie znali Koranu i hadisów, nie potrafili nawet wymienić imion pierwszych kalifów;

rozmówcy Lydii Wilson – badaczki z fundacji Artis International – „[…] z trudem odpowiadali na pytania o szariat, kalifat i walczący dżihad i odznaczali się zdumiewającą ignorancją”;

wyruszający na wojnę do Syrii islamiści mieli przy sobie egzemplarze książek The Koran for Dummies i Islam for Dummies;

Erin Saltman z Institute for Strategic Dialogue od lat sygnalizuje głębokie zmiany w strategii rekrutacyjnej organizacji terrorystycznych na Bliskim Wschodzie. Jeszcze kilkanaście lat temu niezbędny był intensywny trening teologiczny. Pod tym względem ISIS jest bardziej egalitarne, kusząc nowych członków perspektywą przeżycia duchowej przygody, przynależności do grupy i duchowego spełnienia.

Swoją tezę Atran uzasadnia następująco. Zachowania terrorystów, jako przejawy nadmiernego poświęcenia się jednostki na rzecz niespokrewnionych z nią osób, przeczą zasadzie maksymalizacji dostosowania i powinny być dawno wyeliminowane przez dobór naturalny. Tak się jednak nie stało, a zatem w ewolucji człowieka musiał pojawić się jakiś inny czynnik tłumaczący te spośród jego zachowań, których nie tłumaczy zasada maksymalizacji dostosowania.

Czynnikiem tym jest wyobrażone pokrewieństwo zakładające rozszerzenie kręgu opieki nad potomstwem na grupę genetycznie obcych osób. Współcześni terroryści są dla siebie jak bracia i siostry, a łączące ich stosunki opisywane są w kategoriach pokrewieństwa. W wyżej podlinkowanym artykule Atran twierdzi, że mechanizm tworzenia takich grup polega na kooptacji do nowych funkcji systemów poznawczych wyodrębnionych przez dobór krewniaczy. Systemy te, jak i sam mechanizm kooptacji szczegółowo opisuje Patricia S. Churchland w książce Moralność mózgu. Według niej systemy te początkowo motywowały matkę do poświęcenia się dla potomstwa. Z czasem u ludzi ulegały modyfikacjom rozszerzającym krąg troski na bliskich krewnych, towarzyszy, aż po krótkotrwałe interakcje z obcymi. Zatem, ujmując rzecz w skrócie, członkowie ISIS troszczą się o członków swojej grupy dzięki temu samemu mechanizmowi, dzięki którym matka troszczy się o swoje potomstwo. Zdaniem Atrana ludzie rzadko poświęcają się dla abstrakcyjnych celów. Najczęściej umierają i zabijają „za siebie nawzajem: za swoją grupę, której sprawa przyczynia się do utworzenia wyobrażonej rodziny złożonej z genetycznie obcych sobie osób – ich bractwa, ojczyzny, kraju rodzinnego”.

Czy jednak samo wyobrażone pokrewieństwo wystarczy, aby wysadzić się w powietrze przed budynkiem ambasady amerykańskiej? Potrzebna jest jeszcze ideologia przeciwstawiająca wartości reprezentowane przez budynek ambasady wartościom wyznawanym przez terrorystę, a liberalną demokrację – globalnemu kalifatowi regulowanemu przez szariat. Potrzebna jest również gotowość do skrajnego poświęcenia – z oddaniem życia włącznie – w imię obrony tych wartości.

Co sprawia, że dżihadyści są skłonni do takiego poświęcenia? Co ich motywuje? Na pewno nie fundamentalizm religijny, ponieważ wielu z nich o swojej religii wie bardzo niewiele. Odpowiedź Atrana brzmi: „grupa”, a ściślej – fuzja tożsamości osobowej z tożsamością grupy, idea wspólnej, braterskiej walki przeciwko wrogiemu Zachodowi: „Czym jest islam?” – pytał schwytanych członków ISIS w Iraku. „Moim życiem” – słyszał w odpowiedzi.

Fuzję tożsamości można precyzyjnie mierzyć za pomocą testów psychologicznych. Według Atrana wykazały one fuzję z grupą zarówno u dżihadystów, jak i u Kurdów, walczących z nimi w imię „kurdyjskości”. A przecież religijność Kurdów  – skłonnych do ponoszenia równie kosztownych ofiar – jest znana z otwartości i tolerancji wobec jazydów i chrześcijan zamieszkujących iracki Kurdystan. Być może więc rzeczywiście, jak w przemówieniu przed Radą Bezpieczeństwa ONZ stwierdził Atran: „najbardziej śmiercionośnych aktorów dzisiejszego świata nie motywuje Koran czy nauki religijne, ale porywająca idea zyskania chwały i szacunku. Dżihad to egalitarny pracodawca dający wszystkim równe szanse: obiecujący chwałę, braterski, hojny i […] przekonujący”.


Literatura

S. Atran, Talking to the Enemy. Faith, Brotherhood, and the (Un)Making of the Terrorist, Harper&Collins, Nowy Jork 2010.

S. Churchland, Moralność mózgu. Co neuronauka mówi o moralności, tłum. M. Hohol, N. Marek, Copernicus Center Press, Kraków 2013.

R. Dawkins, Bóg urojony, tłum. P. J. Szwajcer, Wydawnictwo CiS, Warszawa 2009.

S. Harris, Koniec wiary: religia, terror i przyszłość rozumu, przeł. D. Jamrozowicz, Wydawnictwo Błękitna Kropka, Nysa 2012.


Jakub Bohuszewicz – doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Instytucie Religioznawstwa UJ.

Podobne artykuły

  • LQD LQD

    Bardzo ciekawy artykul. W ramach komentarza warto wspomniec, ze w argumentacji Atrana od razu rzuca sie w oczy kilka niescislosci:
    – teza, ze czlonkowie ISIS nie znaja podstaw Islamu (mowiacych o tym, ze meczennicy ida do raju, ze ze swieta wojna zwiazane sa lupy wojenne, ze prowadzenie wojny przeciwko niewiernym jest nakazem, itp., itd.) i nie motywuje ich fundamentalizm religijny i chciwosc, ale braterstwo – jest bardzo naciagana. Z teza o braterstwie nieco kloci sie tez fakt, ze zarowno ISIS, jak i AlKaida, wyplacaja swoim bojownikom regularny zold. Trudno tez wyobrazic sobie to niezwykle braterstwo w szeregach ISIS, ktora regularnie, w pokazowy sposob, morduje swoich czlonkow za dezertercje, uchylanie sie od walki, etc.
    – nie sposob tez zrozumiec dlaczego zachowania terrorystow mialyby przeczyc zasadzie maksymalizacji dostosowania – przeciez nie wszyscy terroryscy gina w zamachach samobojczych. Atran tez zdaje sie niezauwazac, ze terrorysci islamscy egzystuja w warunkach wojennych, w ktorych dazenie do minimalizacji ofiar czesto przynosi odwrotny efekt – maksymalizacje ofiar.
    – zachodzi tez pytanie, dlaczego inne ideologie nie wytwarzaja tak chetnie tworow terrorystycznych, co Islam. Nawet najbardziej agresywny Marksizm nie prowokuje takiego terroru jak nauki Machometa. Zapal i zawzietosc, jaka pojawia sie na wojenach na pewno prowadzi do wspomnianej „fuzji tozsamosci”, nie mozna jednak udawac, ze to ona jest przyczyna powstania ruchow terrorystycznych, a nie ideologia Islamu – bo wtedy miesza sie skutek z przyczyna.

  • Pingback: Moralna nieistotność religii: perspektywa ewolucyjna – Filozofia w Praktyce()

  • 1 – dżichad daje tym ludziom SENS I CEL życia… dziwne że wielu filozofów tego nie dostrzega… może sami nie widzą sensu w swoich egzystencjach?

    2 – religie praktyczne nigdy nie stanowią podstaw do wojny i nienawiści ale… tam gdzie pojawia się konflikt etniczny, ekonomiczny i kulturowy religie adaptuje się do roli sztandarów.

    3 – fundamentalizm religijny (Imamowie dżichadu, rabini talmudyczni) tak jak fundamentalizm antyreligijny (Dawkins, Hartman) są równie obce dla rozumu.

    • Miro Slavin Szwajcarzewski

      Nie zapominajmy o fundamentaliźmie katolickim który przez setki lat pozwalał palić czarownice, zabijał naukowców, i prowadził wojny krzyżowe. Fundamentalizm nie odnosi się do Muzułmanów ale do wszystkich religi nad miarę interpretowanych.

      • Niedouczonyś a przekręcony ideologicznie.
        Nie rozumiesz ani jednego pojęcia którymi szermujesz, nie masz pojęcia o historii ani o religiach. Żałosny jesteś w tym rozpowszechnianiu kłamstw!
        Apropos niedouku… Wymień JEDNEGO naukowca zabitego przez fundamentalistów katolickich!

        • Miro Slavin Szwajcarzewski

          Hahaha. GALILEUSZ! Tak podałem z kopyta. Poczytaj sobie o nim.

          • Albo jesteś kompletnym debilem albo… Krypto ONRowcem który chce skompromitować lewaków?! No przynajmniej ja innego rozwiązania nie widzę!
            Galileusza tylko poproszono by trzymał swoją wiedzę dla siebie, bo choć Kościół i nieliczni przedstawiciele świata nauki (jak byśmy dziś powiedzieli) zdawali sobie sprawę że system arystotelejski i jego „nowelizacja” system ptolemejski są błędne, to nie wiedziała tego reszta społeczeństwa i groziło rozpowszechnienie tego faktu wstrząsem społecznym. (To samo zresztá stosują wobec społeczeństw dzisiejsze „rządy demokratyczne”). Galileuszowi fizycznie włos z głowy nie spadł.

  • Janusz Bohuszewicz

    Czy w taki sam sposób, odwracając rzecz o 180 stopni, można zdezawuować akty miłosierdzia, mające źródła religijne? Islam, tyle tylko o nim wiem w tej kwestii, ceni jałmużnę. Chrześcijaństwo zaś najwyżej sytuuje męczeństwo (gr. martys=świadek), zwłaszcza w imię miłości bliźniego („Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je.” Mk.8,35). Pytanie: czy M.M. Kolbe wybrał śmierć za Chrystusa, czy Franciszka Gajowniczka? I czy w ogóle takie stawianie pytania ma sens?