Adrian Stencel

Czy finansowanie społecznościowe przez 'blockchain' może być sposobem na zdemokratyzowanie nauki?

Tom 7 (2021), Artykuł 7 Brak komentarzy

Wprowadzenie

Powstanie i rozwój nauki to jeden z najważniejszych procesów w historii naszej cywilizacji. Dzięki nauce mamy zdrowsze i dłuższe życie, wiemy więcej o tym, jak funkcjonuje świat, możemy korzystać z licznych urządzeń – jednego z nich używasz, czytając ten artykuł. Wydaje się zatem, że znaczenie nauki dla społeczeństwa jest trudne do przecenienia. W związku z tym państwa powinny przeznaczać sporą część budżetu na finansowanie takiego fantastycznego przedsięwzięcia, jakim jest nauka.

Jak to jednak w życiu bywa, ideały często odbiegają od pragmatycznej rzeczywistości. Naukowcy systematycznie skarżą się na brak odpowiedniego zaplecza finansowego. I nie jest to tylko choroba Polski (chociaż nasze państwo dotyka w o wiele większym stopniu niż np. Niemcy czy USA). Niemal zawsze agencje finansujące badania (np. European Research Council (ERC) w Unii Europejskiej czy Narodowe Centrum Nauki (NCN) w Polsce) dostają o wiele więcej wniosków grantowych niż są w stanie finansować. NCN ogłaszając ostatnią listę projektów, które uzyskały finansowanie, oświadczył, że współczynnik sukcesu wyniósł 18% (zobacz). Nie byłby to problem, gdyby odrzucone projekty miały małą wartość, ale może się okazać, że część z nich jest interesująca i ważna z punktu widzenia rozwoju danej dyscypliny, a brak finansowania spowodowany jest ograniczonym budżetem danej agencji. Innymi słowy, wyzwaniem dla agencji jest nie odsianie dobrych projektów od złych, ale wybór spośród tych dobrych.

Stawia to agencje finansujące badania przed ważnym socjologicznym, ale i także filozoficznym pytaniem. Mianowicie, czym należy się kierować przy wyborze projektów grantowych? Philip Kitcher (2001) w swojej książce Science, Truth and Democracy argumentował, że skoro nauka może prowadzić badania wyłącznie selektywnie, bo jest ograniczona czasowo i finansowo, to powinna przyjąć tzw. paradygmat „dobrze zorganizowanej nauki” (ang. well-ordered science). W myśl tego podejścia osobami, które zajmowałyby się przyznawaniem grantów badawczych, byliby specjaliści (ang. deliberators), niekoniecznie naukowcy, zaznajomieni z nauką i jej znaczeniem oraz potrzebami i preferencjami różnych grup społecznych. Alternatywnym podejściem jest wybór projektów w sposób losowy, ze zbioru tych, które spełniają wysokie standardy naukowości (Fang i Casadevall 2016). W taki sposób podchodzi do finansowania badań np. Health Research Council of New Zealand (Adam 2019).

Bez względu na sposób selekcji badań naukowych, pożądanym kierunkiem wydaje się mi się i) większa demokratyzacja badań tj. finansowanie projektów, które odzwierciedlają potrzeby jak największej liczby grup społecznych, oraz ii) zwiększenie strumienia pieniędzy płynących w kierunku nauki. Brzmi utopijnie, zatem czy jest to możliwe? Wydaje mi się, że dzięki NFT (ang. Non-Fungible Tokens), stoimy przed dziejową szansą na rozpoczęcie marszu w tym kierunku. NFTy to pewien ważny element technologii blockchain, który może zostać użyty do crowdfundingu w nowym wydaniu; tym samym pomóc spełnić powyższe dwa postulaty. Czym jest więc ten NFT?

Non-fungible tokens (NFT`s)

Zanim na to odpowiemy, zacznijmy od wyjaśnienia pojęcia „blockchain”, które z pewnością każdy z nas gdzieś słyszał, choćby w kontekście rosnącego zainteresowania kryptowalutami. Będę upraszczał; dla lepszego zrozumienia polecam Lewis (2021). Najprościej rzecz ujmując, blockchain to zdecentralizowana baza danych, pozwalająca przesyłać i gromadzić informacje w internecie. Ściślej mówiąc jest to rozproszony rejestr operacji, który znajduje się na każdym urządzeniu (tzw. węźle; może to być komputer, smartfon itp.), będącym częścią sieci. Rejestr owych operacji jest zorganizowany w bloki, które łączą się ze sobą za pomocą metod kryptograficznych, tworząc chronologiczny łańcuch bloków (to wyjaśnia genezę nazwy blockchain). Każdy następny blok zawiera oznaczenie czasu (time-stamp), kiedy został dodany, oraz link do poprzedniego bloku, który jest zaszyfrowanym „streszczeniem” (hash) jego zawartości. Żeby informacja mogła zostać dodana do blockchaina, musi być zweryfikowana przez niezależne węzły sieci, na których znajduje się kopia rejestru.

Ten sposób działania blockchaina sprawia, że próba zmiany jednego bloku pociąga za sobą zmianę całego następującego po nim łańcucha. Zatem, gdy ktoś będzie próbował oszukać, zmienić lub wprowadzić nieautoryzowaną transakcję, węzły blockchaina w procesie weryfikacji odkryją, że w jednej z kopii rejestru występuje niezgodna z zapisami w sieci informacja i odmówią uwzględnienia jej w łańcuchu. Władza jest tutaj zdecentralizowana, znajduje się w rękach tysięcy niezależnych węzłów, które weryfikują daną transakcję. Warunkiem dodania danej transakcji do sieci jest jej zgodność z rejestrem. Wyjaśnia to, dlaczego niektórzy widzą przyszłość w kryptowalutach (jak te emitowane na platformach Bitcoin lub Ethereum, czy mój nowy ulubieniec Moon Rabbit itp.). Dzięki blockchainowi wydają się one odporne na oszustwa, a pojedyncze osoby nie są w stanie nad nimi sprawować kontroli. Niemożliwe jest na przykład „dodanie” sobie bitcoinów.

Kryptowaluty to nie jedyny produkt tej technologii, w tej chwili dużą popularnością cieszą się wyżej wspomniane NTFy. NTF jest to rodzaj tokena kryptograficznego, jednostka danych oparta o technologię blockchain, która zawiera informację sprawiającą, że dany token jest unikalny. NTF tym się więc różni od takich tokenów kryptowalut jak bitcoin czy ether, że podczas gdy można zamienić jednego bitcoina na drugiego i ma się w zasadzie to samo, w przypadku NTFu jest to niemożliwe, ponieważ każdy jest unikalnie zaszyfrowany. Może on funkcjonować jako dowód autentyczności i własności w ramach sfery cyfrowej – często NTFy nazywa się w związku z tym paszportem cyfrowym.

Możliwości, które dają nam NFTy sprawiają, że w ostatnim czasie zyskują one na wartości jako aktywa. Pozwalają na przykład zmonetyzować sztukę cyfrową, co pokazują dobitnie ostatnie miesiące, gdzie tego rodzaju handel dziełami sztuki odbywa się na wielką skalę na różnych giełdach (np. Rarible, czy Opensea) za różne kwoty; rozpoczynające się od kilku dolarów, a kończące na milionach. Najbardziej spektakularna jest chyba sprzedaż dzieła sztuki „The first 5000 days” stworzonego przez Mike’a Winkelmanna, używającego pseudonimu Beeple, za 69 mln dolarów (sic!). Naukowcy też próbują uszczypnąć trochę tego rynku na różne sposoby (Jones 2021). Np. Uniwersytet w Berkley sprzedał za około 50 tysięcy dolarów NTFy zdigitalizowanych dokumentów związanych z życiem i pracą James`a Allisona, uhonorowanego wraz z Tasuko Honjo w 2018 roku Nagrodą Nobla za pracę nad nowotworami. Pieniądze te mają zostać przeznaczone na edukację i badania.

NFTy na badania naukowe

Wszystko to pokazuje, że różnego rodzaju dobra w formie zdigitalizowanej mogą być sprzedawane jako NTFy. Nawet te związane z nauką. Ale czy możemy sprzedawać NTFy na przyszłe dobra? Na przykład na badania, które mają się dopiero się odbyć? Amerykański doktorant Matt Stephenson z Uniwersytetu Columbia pokazał, że jest to możliwe, sprzedając ‘otwarty digitalny manuskrypt’ za 13 etherów (w momencie sprzedaży było to około 24 tysięcy dolarów), w celu uzyskania pieniędzy na replikacje badań nad teorią osobowości Setha (ang. Appetite Theory). Kolejny ważny kamień milowy został osiągnięty niedawno przez VitaDAO, typ zdecentralizowanej organizacji autonomicznej (ang. DAO), której celem jest finansowanie badań nad długowiecznością. Projekt ten zakłada, że inwestorzy będą kupowali tokeny VITA, zapewniając pieniądze na finansowanie badań nad starzeniem się. Następnie, posiadając tokeny, mogą uczestniczyć w podejmowaniu decyzji, takich jak zarządzanie aktywami VitaDAO i planami badawczymi, a więc na przykład głosować, który projekt badawczy powinien zostać sfinansowany. I tak w ostatnich dniach postanowili oni sfinansować projekt prowadzony przez laboratorium The Scheibye-Knudsen za około 325 000 dolarów, stając się właścicielem NFT The Longevity Molecule (IPNFT). NFT ten daje VitaDAO prawo własności intelektualnej, która powstanie w wyniku badań i którą później mogą sprzedać dzieląc zysk między właścicieli tokenów. Wspomniane przykłady dotyczyły badań eksperymentalnych, a czy można w podobny sposób sfinansować badania humanistyczne?. Wydaje się, że jest taka możliwość. Autor tego tekstu sprzedał NFT w celu zdobycia pieniędzy na filozoficzne badania nad holobiontami. To dopiero początek. W komentarzach do tego tweeta można przeczytać, nad jak ogromną liczbą projektów, które będą angażowały NFT, pracują w tej chwili naukowcy.

Uogólniając pierwsze próby finansowania badań naukowych poprzez tworzenie tokenów,zaproponowałem użycie terminu research Non-Fungible Token (rNFT). Chciałbym teraz pokrótce wyjaśnić czym są rNFT-y i w jaki sposób mogą one pomóc zdemokratyzować naukę oraz znaleźć nowe źródła jej finansowania. rNFT to swoisty token „zaufania”, który naukowcy mogą stworzyć, jeśli potrzebują środków na sfinansowanie badań. Może to być grafika, otwarty manuskrypt, film, pdf z projektem badawczym, itp. Jakikolwiek „digitalny przedmiot”, który uważają za dobry sposób promocji swojego projektu. Posiadacz tego tokena staje się oficjalnym kuratorem danego projektu badawczego. Co ciekawe, w ten sposób uzyskuje on podwójne potwierdzenie tego, że jest odpowiedzialny za finansowanie danych badań. W pierwszej kolejności poprzez uzyskanie rNFT zakodowanego w blockchainie, który nie może zostać podrobiony. A następnie w czasie publikowania badań w czasopiśmie naukowym, gdzie rNFT powinien zostać uwzględniony jako źródło finansowania, co w pewnym sensie przypomina klasyczny model pozyskiwania grantów i oznaczania sponsorów.

Finansowanie badań w wyniku wytworzenia rNFT wymaga jednak zaangażowania oraz zaufania. Zaangażowania naukowców, ponieważ żeby sprzedać dany rNFT potrzebny jest kontakt z osobami spoza świata nauki i przekonanie ich w jakiś sposób, że badania, które proponuje się przeprowadzić, są ważne. Nie wydaje się to jednak bardzo trudne, ponieważ naukowcy coraz więcej czasu spędzają w mediach społecznościowych, gdzie popularyzują i omawiają swoje projekty. Wymóg zaufania dotyczy z kolei inwestorów, którzy muszą być przekonani, że dany naukowiec ma kompetencje do przeprowadzenia badań, i że je przeprowadzi, a nie ucieknie z pieniędzmi. Wydaje się, że również ten warunek nie powinien stanowić problemu. Nauka ma pewien kapitał zaufania w społeczeństwie. Kapitał zaufania do nauki w społeczeństwie jest ogromny. Jeśli istnieje jakaś grupa, która może emitować tokeny „zaufania’, to z pewnością jest to środowisko naukowe.

Wypracowanie tego zaufania i zaangażowania może wiązać się z ogromnymi korzyściami. Dla nauki, zwiększając jej finansowanie i demokratyzację; ale również dla inwestorów. Zacznijmy od benefitów dla środowiska naukowego, a następnie zastanówmy się nad tym, co może zyskać potencjalny sponsor z takiego sposobu inwestowania w naukę.

Zalety finansowania badań przez rNFT

Najważniejszą korzyścią dla nauki ze stosowania rNFT byłyby nowe możliwości pozyskiwania środków na prowadzenie badań. Co więcej, ten elastyczny tryb pozwala na finansowanie projektów badawczych o różnym budżecie, poprzez emisję czy to jednego rNFT, czy też całej kolekcji. Pierwszy sposób byłby korzystniejszy dla małych projektów, które mogłyby zostać sfinansowane przez pojedynczego inwestora; drugi dla większych, angażujących więcej podmiotów. Inną zaletą tego sposobu finansowania badań jest pełna swoboda wykorzystania otrzymanych przez naukowców środków . Agencje często prezentują konserwatywne podejście do zakresu dóbr i usług, jakie można sfinansować w ramach badań. Niestety, nauka często zmaga się z różnymi problemami, które nie mieszczą się w tym standardowym zakresie, np. doktoranci borykają się z różnymi problemami emocjonalnymi (Woolston 2019), więc byłoby dobrze w jakiś sposób zapewniać im wsparcie psychologiczne. Ze względu na to, że w zasadzie nie ma żadnych wytycznych odnośnie do tego, na co można spożytkować pieniądze z rNFT, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sfinansować z nich np. opiekę psychologiczną. Kolejną interesującą zaletą rNFT jest to, że mogą one zapewnić pieniądze na replikację badań, co jest ważne, ponieważ niektóre dyscypliny nauki, jak psychologia, przeżywają kryzys replikacyjny (Open Science Collaboration 2015). Przy odsprzedaży NFT twórca może zastrzec, że należy mu się prowizja (np. 5%). Możemy wyobrazić sobie, że ktoś chce przeprowadzić badania nad substancją, która blokuje nowotwór. W związku z tym sprzedaje rNFT, żeby uzyskać finansowanie. Okazuje się, że dana substancja chemiczna faktycznie blokuje rozwój nowotworu, co później badania kliniczne potwierdzają. W efekcie wyjściowy projekt badawczy staje się znany i popularny, rNFT zyskuje na wartości, ktoś go kupi, ponieważ chce go mieć w swojej kolekcji, i tym samym pośrednio dostarcza naukowcom środki (lub część) na przeprowadzenie replikacji badań.

Tworzenie rNFT jest też świetnym sposobem na demokratyzację badań. W świecie akademii projekty, które otrzymują dotowania, zwykle starają się podejmować problemy dotyczące jak największej liczby osób lub poszukujące odpowiedzi na wielkie pytania naukowe. Istnieją jednak zagadnienia, które mogą być interesujące dla małej grupki osób; zatem ich finansowanie wydaje się mniej wartościowe z punktu widzenia sponsorów. Na przykład mam znajomych, którzy borykają się ze zdobyciem funduszy na badania nad pewnymi niszowymi filozofami. Filozofami, którzy jednak są interesujący np. dla pewnych grup feministycznych. Zainteresowanie tych rozproszonych po świecie środowisk ma w sobie potencjał do sfinansowania takich badań. Inni moi znajomi zajmują się tematyką bioróżnorodności, ale na poziomie bardzo lokalnym; z reguły w recenzji swoich projektów słyszą, że są zbyt lokalne, żeby uzyskać finansowanie (choć zarazem okazują się wystarczająco rzetelnie udokumentowane, by zasługiwać na publikację w dobrych czasopismach naukowych). W tym przypadku finansować te badania mogłyby osoby z okolic, które widzą w nich potencjał dla rozwoju lokalnego życia. Co więcej korzystanie z kryptowalut jest niszowe. W 2021 roku tylko 16% amerykanów posiadało kryptowaluty. Bardzo mało w porówaniu z 56% amerykanów, którzy byli w posiadaniu akcji spółek giełdowych (porównanie jest uzasadnione, bo są to w penym sensie podobne instrumenty finansowe). Ta mała popularność może sprawić, że bardziej niszowe projekty będą finansowane; takie które nie wpisują się w mainstreamową wizję nauki, podobnie jak kryptowaluty nie wpisują się póki co w mainstreamową wizję aktywów. Generalnie, finansowanie badań przez rNFT otwiera drogę do większej demokratyzacji, ponieważ projekty badawcze mogą odzwierciedlać preferencje większej liczby grup społecznych, które mogą zaangażować się w ich finansowanie.

Oczywiście jest to tylko pewna moja spekulacja na temat przyszłości rNFT dla nauki. Zbyt mało projektów zostało sfinansowanych w ramach tej procedury, żeby już dziś w pełni rozumieć jaki wpływ może mieć rNFT na finansowanie badań. Jednak rNFT to nic innego jak crowdfunding w nowym kontekście, zatem przyjrzenie się finansowaniu badań poprzez klasyczny crowdfunding, które odbywa się na takich portalach jak np. experiment.com, może pomóc zrozumieć potencjalny wpływ rNFT. Po pierwsze, badania pokazują, że crowdfunding pomaga finansować projekty badawcze, które mają mniejsze szanse na finansowanie standardowymi metodami (Sauermann et al. 2019). Innymi słowy, finansować badania, które nie są w tej chwili ”na czasie”. Po drugie, może pomóc finansować badania grupom społecznym, które mają problem ze zdobyciem funduszy klasycznymi metodami np. młodym naukowcom czy kobietom (Sauremann i in. 2019). Po trzecie, pomaga zderegionalizować finansowanie projektów badawczych, otwierając drogę dla uczonych z obszarów (np. słabszych uniwersytetów), które mają mniejsze szanse na zdobycie potrzebnych środków (Sorenson et al. 2016). Jeśli do wymienionych okoliczności dodamy to, że świat blockchaina to ogromne pieniądze i masa możliwości zachęcania do inwestowania, dojdziemy do konkluzji, że świat ten istotnie otwiera przed naukowcami możliwość zwiększenia finansowania oraz jego demokratyzację.

Finansowanie badań w wyniku tworzenia rNFT nie dostarcza jednak korzyści tylko dla środowiska naukowców; wiele mogą zyskać też inwestorzy. Niebagatelnaw tym kontekście jest sama możliwość wspierania nauki. Posiadanie niezmiennego, niepodrabialnego certyfikatu informującego o wspieraniu danego projektu jest nagrodą samą w sobie. Czy nie byłoby wspaniale być w posiadaniu rNFT „Darwin Beagle Voyage”, certyfikatu, który umożliwił podróż Darwina, podczas której uczony zebrał wiele dowodów na teorię ewolucji? Lub rNFT „SARS-Cov-2 vaccine’, który zainwestował w małą firmę, której udało się stworzyćszczepionkę na każdy możliwy szczep koronawirusa? Bezapelacyjnie, byłoby fantastycznie być w posiadaniu rNFT, które zmieniły tak wiele. Patrzyć na nie i mieć satysfakcję, że ten token, ta cząstka danych odpowiada za tak spektakularny sukces, z pewnością byłoby wystarczającą gratyfikacją dla wielu osób zaangażowanych w finansowanie badań.

Jednak oprócz bezinteresownych sponsorów istnieją również inwestorzy, oczekujący konkretnych zysków, jeśli angażują się w finansowanie nauki – nawet jeśli uczucie wspierania tej ostatniej jest dla nich ważne. W przypadku tradycyjnych form finansowania, zyskują oni głównie pośrednio, budując swoją markę i rozpoznawalność w społeczeństwie. Na przykład jakaś firma może być uważana za przyjazną nauce, ponieważ funduje stypendia naukowcom, co pozytywnie odbija się na jej odbiorze w społeczeństwie. Firma może też nabyć prawa własności intelektualnej do określonych projektów. W przypadku rNFT inwestorzy nie tylko nie tracą tych korzyści, ale zyskują dodatkowe. Jeśli okaże się, że badania, które finansowali stały się bardzo popularne, rNFT może zyskać na wartości i zostać korzystnie odsprzedany. A więc finansowanie nauki przez rNFT zwiększa także potencjalne zyski inwestorów, nawet tych małych. Dostają oni digitalne przedmioty, którymi mogą handlować. Rozwiązuje to znany problem crowdfundingu nauki, polegający na tym, że jej wspieranie nie jest dla inwestorów opłacalne (Wheat i in. 2019).

Podsumowując, finansowanie badań naukowych poprzez tworzenie i sprzedaż NFT z jednej strony bardzo przypomina klasyczny crowdfunding. Z drugiej strony jest to crowdfunding „na sterydach”, który może zwiększyć popularność oraz zmienić oblicze tego sposobu finansowania nauki, ponieważ rodzi się w nowym ”paradygmacie” internetu, zwanym web3; gdzie zaczynają dominować decentralizacja portali internetowych i własność digitalna. To nowe środowisko internetowe pozwala na większy udział inwestorów w kształtowaniu nauki oraz niesie ze sobą liczne inne benefity. Może otworzyć nową perspektywę interakcji pomiędzy naukowcami i osobami finansującymi naukę na wielu płaszczyznach. Pomyślmy chociażby o popularyzacji badań naukowych. W kontekście finansowania przez tworzenie NFT, nie tylko naukowcy mogą być zainteresowani popularyzacją wyników, ale także sami inwestorzy, w związku z tym, że większa rozpoznawalność badań pozwoliłaby im sprzedać ich NFT drożej.

Konkluzje

Wydaje się, że rNFT w razie zyskania szerszej akceptacji niewątpliwie może stać się interesującym wsparciem finansowania nauki, zwiększającym jej demokratyzację. Niestety, korzystanie z niego rodzi liczne problemy natury filozoficznej Np. technologia blockchain zużywa ogromne ilości energii (Jones 2021). Czy zatem naukowcy powinni korzystać z technologii, która emituje tak ogromny ślad węglowy? Jest to pewien problem, jednak powinniśmy patrzeć z optymizmem przyszłość, ponieważ kryptowaluty podlegają ewolucji, a jednym z trendów jest zmniejszenie zużywanej energii.Następny problem, to czy rNFT nie otworzy drogi do finansowania pseudo-nauki? W końcu wiemy, że różnej maści szarlatani radzą sobie całkiem zgrabnie w internecie. Czy rNFT nie doprowadzi do realizacji schematu „bogaci się bogacą, biedni biednieją”? W końcu inwestorzy będą bardziej skłonni zaufać tym naukowcom, którzy w przeszłości skutecznie pozyskiwali środki na badania i realizowali projekty badawcze. Wszystkie te i inne problemy są bardzo ważne. Niemniej jednak technologia blockchain jest już w użyciu i nic nie zapowiada, żeby miała zostać porzucona. Skoro ludzie kupują za setki tysięcy dolarów grafiki kotków, to może warto, żeby za tymi zdjęciami kryła się jakaś wartość, na której skorzysta społeczeństwo. I rNFT z pewnością jest w stanie taką wartość dostarczyć.

Bibliografia

Kitcher P. (2001). Science, Truth and Democracy. ‎Oxford University Press, New York.

Lewis A. (2021). The Basics of Bitcoins and Blockchains: An Introduction to Cryptocurrencies and the Technology that Powers Them (Cryptography, Crypto Trading, Digital Assets, NFT). Mango Publishing Group, USA.

Open Science Collaboration (2015). Estimating the reproducibility of psychological science. Science 349:aa4716.

Sauermann H, Franzoni C, Shafi K. (2019). Crowdfunding scientific research: descriptive insights and correlates of funding success. PLoS One 14(1):e0208384.

Sorenson O, Assenova V, Li G-C, Boada J, Fleming L. (2016). Expand innovation finance via crowdfunding. Science 354(6319):1526–8.

Jones N. (2021). How scientists are embracing NFTs, Nature 594, 481–482

Wheat RE, Wang Y, Byrnes JE, Ranganathan J. (2013). Raising money for scientific research through crowdfunding. Trends in Ecology & Evolution. 28(2):71–2.

Adrian Stencel – adiunkt w Pracowni Filozofii Nauk Przyrodniczych Instytututu Filozofii UJ.

This research has received funding from the European Research Council (ERC) under the European Union’s Horizon 2020 research and innovation programme (grant agreement No 805498).

Podobne artykuły